45 lat temu medycyna zerwała z określeniem „psychoza maniakalno-depresyjna”, wprowadzając termin „choroba afektywna dwubiegunowa”. Zmiana miała zdjąć z pacjentów piętno szaleństwa i podkreślić biologiczny charakter zaburzenia.
Prof. Janusz Rybakowski, członek rzeczywisty Polskiej Akademii Nauk, były kierownik Kliniki Psychiatrii Dorosłych Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu i światowy autorytet w leczeniu zaburzeń afektywnych dwubiegunowych w rozmowie z PAP podkreślił, że jest ona poważnym biologicznym zaburzeniem, które nieleczone, potrafi zniszczyć relacje, karierę i całe życie.
PAP: Czym właściwie jest choroba afektywna dwubiegunowa?
Prof. Janusz Rybakowski: To zaburzenie psychiczne, w którym dochodzi do nawrotowych zmian nastroju, energii i poziomu aktywności. W przebiegu choroby występują epizody depresji, epizody manii lub hipomanii, a także tak zwane stany mieszane, kiedy objawy depresji i manii pojawiają się jednocześnie.
PAP: Jak to możliwe, że depresja i mania mogą występować w jednym momencie?
J.R.: W stanie mieszanym pacjent może mieć depresyjny nastrój, poczucie bezsensu czy myśli samobójcze, a jednocześnie silne pobudzenie, gonitwę myśli i ogromny niepokój. To szczególnie niebezpieczna konfiguracja, bo mamy połączenie rozpaczy z energią do działania. Takie stany należą do najtrudniejszych klinicznie, a wbrew pozorom nie są rzadkie.
PAP: Jak często choroba dwubiegunowa występuje w populacji?
J.R.: Choroba tzw. typu pierwszego, z pełnymi epizodami maniakalnymi, dotyczy co najmniej 1 procenta populacji. Typ drugi oraz szerokie spektrum hipomanii – nawet 3-4 proc. Oznacza to, że mówimy o milionach ludzi, a nie o rzadkiej jednostce chorobowej.
PAP: Czyli jeśli ktoś przez kilka dni ma ogromny przypływ energii, a potem leży jak dętka, to już powinien się niepokoić?
J.R.: Jeżeli takie wahania są wyraźne, nawracające i prowadzą do pogorszenia funkcjonowania, to mogą wymagać interwencji terapeutycznej. Sama zmienność nastroju nie wystarcza do rozpoznania. Konieczny jest epizod manii lub hipomanii. Same epizody depresji pozwalają rozpoznać depresję nawracającą, ale nie chorobę dwubiegunową.
PAP: Jak objawia się mania i hipomania?
J.R.: Mania to podwyższony lub ekspansywny nastrój, wzmożona aktywność psychoruchowa, przyspieszone myślenie i zmniejszona potrzeba snu. W ciężkich przypadkach pojawiają się urojenia wielkościowe – pacjent uważa, że jest kimś wyjątkowym, ma szczególną misję czy ponadprzeciętne zdolności. Hipomania jest łagodniejsza: dobre samopoczucie, wielomówność, ogromna energia, pomysłowość. Czasem pacjenci mówią, że to był po prostu dobry okres w ich życiu. I właśnie dlatego hipomania bywa przeoczona.
PAP: Dlaczego choroba dwubiegunowa często bywa mylona z depresją?
J.R.: Bo około 50 proc. przypadków zaczyna się od epizodu depresji. Pacjent może mieć kilka epizodów depresyjnych, zanim pojawi się hipomania lub mania. A hipomania bywa interpretowana jako „dobry okres”, „ambicja”, „zakochanie”. W efekcie od pierwszej depresji do właściwej diagnozy może minąć nawet 7-10 lat.
PAP: Wspomniał pan o zakochaniu. Czy mania może je przypominać?
J.R.: Zakochanie to stan fizjologiczny, ale jego obraz bywa niekiedy podobny do hipomanii: brak snu, gonitwa myśli, idealizacja drugiej osoby, impulsywne decyzje. Ale zakochanie zwykle nie prowadzi do istotnego zaburzenia funkcjonowania zawodowego i społecznego.
PAP: Czy są takie postacie depresji, które powinny szczególnie wzbudzić czujność?
J.R.: Tak. Depresja rozpoczynająca się przed 25. rokiem życia, depresja poporodowa, depresja z objawami mieszanymi lub psychotycznymi, a także taka, w której dominują nadmierna senność i zwiększony apetyt. Również krótkie, ale często nawracające epizody depresji częściej wskazują na chorobę dwubiegunową.
PAP: Jak choroba wpływa na decyzje życiowe?
J.R.: W manii pacjenci podejmują pochopne, ryzykowne decyzje finansowe, zawodowe, osobiste. Zdarzają się nieprzemyślane inwestycje, nadmierne wydatki, nagłe zmiany partnerów, decyzje o ślubach czy rozwodach. Po epizodzie często zostają z konsekwencjami, których nie byli w stanie przewidzieć.
PAP: Czy takie historie dotyczą także osób znanych?
J.R.: Choroba dwubiegunowa jest nadreprezentowana wśród artystów i ludzi twórczych. W Polsce otwarcie mówiono o niej m.in. w kontekście Wojciecha Młynarskiego. Wymienia się też Marka Grechutę. Na świecie znanym przykładem był Robin Williams czy pisarz Jerzy Kosiński. Z nowszych historii Mika Urbaniak. Publiczne mówienie o chorobie pomaga zdejmować z niej stygmat.
PAP: Skąd bierze się choroba dwubiegunowa, z genów czy ze środowiska?
J.R.: Czynniki genetyczne odgrywają istotną rolę. Jeśli jedno z rodziców choruje, ryzyko zachorowania u dziecka wynosi około 15-20 proc., jeśli oboje – nawet 40 proc. W rodzinach często występują też alkoholizm, depresja i samobójstwa. Na to nakładają się czynniki środowiskowe: stres, zaburzenia rytmów dobowych i brak snu.
PAP: Która faza choroby jest bardziej upośledzająca?
J.R.: Zdecydowanie depresja. To ona najbardziej zaburza funkcjonowanie i wiąże się z ryzykiem samobójstwa. Szacuje się, że 15-20 proc. chorych na chorobę dwubiegunową umiera w wyniku samobójstwa.
PAP: Jaką rolę odgrywa rodzina?
J.R.: Pacjenci zwracają się o pomoc w depresji, ale nie w stanie manii lub hipomanii. To bliscy często pierwsi zauważają brak snu, impulsywność czy nadmierną aktywność. Ich reakcja bywa kluczowa dla leczenia chorego.
PAP: Jak często chorobie towarzyszą uzależnienia?
J.R.: Alkohol bywa formą samoterapii w depresji, a w manii dodatkowym wzmacniaczem napędu. Uzależnienia od alkoholu i narkotyków są częstym problemem współistniejącym.
PAP: Czy chorobę dwubiegunową warto leczyć, skoro bywa kojarzona z kreatywnością?
J.R.: Zdecydowanie warto. To choroba przewlekła i nawrotowa. Podstawą leczenia są leki normotymiczne, przede wszystkim lit. Mamy pacjentów, którzy od kilkudziesięciu lat przyjmują lit, nie mają nawrotów i funkcjonują bardzo dobrze – zawodowo, rodzinnie i społecznie.
PAP: A psychoterapia?
J.R.: Może wzmacniać farmakoterapię, ale jej nie zastąpi. Najważniejsza jest psychoedukacja i pomoc w systematycznym przyjmowaniu leków. Istnieją też terapie nastawione np. na regulację rytmów dobowych.
PAP: Co jest dla pana najbardziej poruszające w pracy z pacjentami z chorobą dwubiegunową?
J.R.: Możliwość realnej pomocy. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu rokowanie było dość niepomyślne. Dziś, przy właściwie dobranym leczeniu, pacjenci mogą prowadzić stabilne, satysfakcjonujące życie. I to jest w tej pracy najbardziej gratyfikujące.
PAP: Czy istnieją sygnały ostrzegawcze, że u kogoś może zbliżać się kolejny epizod choroby?
J.R.: W przypadku manii lub hipomanii bardzo częstym objawem zapowiadającym jest skrócenie snu – pacjent zaczyna spać coraz mniej, ale nie czuje zmęczenia. Pojawia się nadmiar planów, pomysłów, kontaktów, zwiększona drażliwość. W depresji sygnałami ostrzegawczymi są wycofanie, spadek energii, zaburzenia snu, poczucie winy i bezwartościowości. Im lepiej pacjent i jego bliscy znają te objawy, tym szybciej można zareagować.
PAP: Czy pacjenci są świadomi, że zaczyna się epizod?
J.R.: W depresji świadomość problemu jest zazwyczaj duża – pacjent cierpi i szuka pomocy. W manii bywa odwrotnie: pacjent czuje się świetnie, ma poczucie wyjątkowej sprawczości i nie widzi potrzeby leczenia. To jeden z największych problemów terapeutycznych w chorobie dwubiegunowej.
PAP: Czy zdarza się, że pacjenci przerywają leczenie właśnie dlatego, że czują się dobrze?
J.R.: Często pacjent mówi: „Jestem zdrowy, leki nie są mi potrzebne”. Tymczasem dobre samopoczucie jest efektem leczenia, a nie dowodem na to, że choroba zniknęła. Przerwanie farmakoterapii istotnie zwiększa ryzyko nawrotu, często w cięższej postaci.
PAP: Jak choroba dwubiegunowa wpływa na związki i relacje długoterminowe?
J.R.: W manii pacjenci bywają impulsywni, nadmiernie pewni siebie, czasem nie liczą się z konsekwencjami emocjonalnymi swoich działań. Partnerzy często mówią o chaosie, braku przewidywalności i poczuciu, że nie poznają chorej osoby. W depresji z kolei pojawia się wycofanie i emocjonalna niedostępność. Dlatego psychoedukacja obejmująca także partnerów i rodzinę ma ogromne znaczenie.
PAP: Czy można mówić o profilaktyce choroby dwubiegunowej?
J.R.: Nie w sensie klasycznym, bo nie jesteśmy w stanie zmienić predyspozycji genetycznych. Można jednak ograniczać czynniki wyzwalające: dbać o regularny sen, unikać przewlekłego stresu, substancji psychoaktywnych, prowadzić uporządkowany tryb życia. To ma realny wpływ na przebieg choroby, ale najważniejsza jest farmakologiczna profilaktyka nawrotów.
PAP: Czy pacjenci często obwiniają się za swoją chorobę?
J.R.: Dotyczy to zwłaszcza w depresji. Pojawia się poczucie winy, wstydu, przekonanie, że to słabość charakteru. Tymczasem choroba dwubiegunowa jest zaburzeniem biologicznym, a nie wyborem czy cechą osobowości.
PAP: Co powiedziałby pan osobie, która podejrzewa u siebie tę chorobę, ale boi się diagnozy?
J.R.: Że diagnoza nie jest wyrokiem, tylko narzędziem. Daje nazwę temu, co się dzieje i otwiera drogę do leczenia. Największe szkody wyrządza nie sama choroba, lecz jej nierozpoznanie i brak leczenia.
Osoby wymagające wsparcia mogą skorzystać siedem dni w tygodniu z całodobowego telefonu 800-70-22-22 w Centrum Wsparcia dla Osób Dorosłych w Kryzysie Psychicznym. Podobnie działa Dziecięcy Telefon Zaufania Rzecznika Praw Dziecka – całodobowo, siedem dni w tygodniu, tel. 800-12-12-12. Jeśli ktoś ma informacje dotyczące zagrożenia życia lub zdrowia, może zadzwonić też pod numer alarmowy 112.
Rozmawiała Mira Suchodolska (PAP)
mir/ joz/
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu zawiercie365.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz
Samorządy apelują o przyjazne dla środowiska obchody dn
Mnie widok cmentarzy pełnych zniczy zawsze wzrusza. Szkoda byłoby rezygnować z tej tradycji. Najbardziej mi się podobają znicze ziemne - po użyciu kładziesz na trawie i rozgniatasz butem. W materiale, z których są zrobione są nasiona, z których wyrastają potem kwiatki.
Aleksandra
18:55, 2026-01-08
Wielka promocja monografii „Kromołów 1193–1939”
Jak i czy można kupić tą monografię on line? Niestety do Kromołowa do Pałacyku już nie zdążę dojechać
Marian
17:36, 2025-11-28
Trzy serca, jeden świat – wernisaż w MOK Zawiercie
Dwa dni później DorotaDomagalska zmarła. Wielka strat dla kultury
Elska
14:38, 2025-11-11
Ulica Szkolna w Rokitnie Szlacheckim tonie w dziurach!
Po prostu wstyd, aby w XXI wieku były jeszcze w Polsce drogi z dziurami, jak ser szwajcarski.
Piotr
14:55, 2025-05-20