Śledztwo prowadzone przez Prokuraturę Rejonową w Sanoku po śmierci 58-letniej kobiety w Bieszczadach ponownie kieruje uwagę na relacje ludzi z dużymi drapieżnikami. Jak podkreślił w rozmowie z PAP Rafał Rzepkowski, starszy specjalista ds. ochrony gatunków WWF Polska, problem nie wynika z „agresji” zwierząt, lecz przede wszystkim z braku spójnych działań zapobiegawczych.
– Chodzi o to, żeby były stworzone w Polsce rozwiązania systemowe i zabezpieczone środki finansowe na działania prewencyjne – zaznaczył.
Ekspert wskazał, że w wielu krajach europejskich rolnicy mogą korzystać z funduszy unijnych na zabezpieczenia przed drapieżnikami, np. ogrodzenia elektryczne. Polska – mimo takiej możliwości – nie wykorzystuje w pełni tych instrumentów.
– Te pieniądze są, tylko po prostu są wykorzystywane na inne cele – powiedział.
Jak dodał, obecny system w Polsce opiera się w dużej mierze na ograniczonych środkach dostępnych dla Regionalnych Dyrekcji Ochrony Środowiska oraz wsparciu organizacji pozarządowych. WWF Polska od lat finansuje i przekazuje zabezpieczenia techniczne.
– Dotychczas przekazaliśmy już około 600 ogrodzeń elektrycznych. Tylko w tym roku to 42 ogrodzenia wilcze i 20 antyniedźwiedziowych – wskazał.
Zdaniem Rzepkowskiego podobna sytuacja dotyczy gospodarki odpadami, która ma kluczowe znaczenie dla ograniczania konfliktów na linii drapieżnik - człowiek.
– Niedźwiedzie wchodzą do miejscowości, bo szukają jedzenia. A niezabezpieczone odpowiednio odpady są dla nich bardzo łatwym źródłem pokarmu – podkreślił.
Fundacja od kilkunastu lat przekazuje tzw. kontenery niedźwiedzioodporne. Dotychczas do gmin – głównie w Bieszczadach – trafiło ok. 150 takich pojemników.
– Mamy potwierdzenia, że te kontenery rzeczywiście nie są forsowane przez niedźwiedzie – zaznaczył.
Obecnie WWF testuje także nowe rozwiązania, m.in. duże kontenery o pojemności 1100 litrów oraz specjalne zamykane skrzynie na worki z odpadami.
– Chodzi o to, żeby śmieci były poza zasięgiem niedźwiedzi. To jest absolutnie kluczowe – dodał.
Ekspert zwrócił uwagę, że nawet eliminacja problematycznych osobników nie rozwiązuje problemu, jeśli nie usunie się przyczyny konfliktu.
– Jeżeli wyeliminujemy jednego niedźwiedzia, a odpady nadal będą dostępne, to za chwilę pojawi się kolejny zwierzak – zaznaczył.
Rzepkowski podkreślił również znaczenie badań naukowych i systematycznego monitoringu populacji, wskazując, że bez nich zarządzanie dużymi drapieżnikami opiera się bardziej na intuicji niż na faktach.
– Bez środków na monitoring nie będziemy mieć pełnych danych. A bez danych łatwo o spekulacje i wydumane opinie, że niedźwiedzi jest za dużo – powiedział.
Jak zaznaczył, dziś w Polsce wciąż brakuje spójnego, cyklicznego systemu zbierania danych o liczebności i strukturze populacji, co utrudnia podejmowanie racjonalnych decyzji – zarówno w zakresie ochrony gatunku, jak i reagowania na sytuacje konfliktowe. W efekcie w debacie publicznej pojawiają się bardzo rozbieżne liczby, często niemające oparcia w badaniach naukowych, co dodatkowo podsyca napięcia społeczne.
Ekspert zwrócił uwagę, że kluczowe znaczenie mają badania genetyczne, które pozwalają identyfikować konkretne osobniki i unikać podwójnego liczenia tych samych zwierząt w różnych regionach.
– Przyroda nie zna granic, a niedźwiedź może w krótkim czasie pokonywać bardzo duże odległości – wskazał, podkreślając, że populacja karpacka ma charakter transgraniczny i obejmuje Polskę, Słowację oraz Ukrainę.
Dlatego – jak dodał – monitoring powinien być prowadzony w skali całych Karpat i we współpracy międzynarodowej, podobnie jak ma to miejsce w Tatrach, gdzie wspólne badania polsko-słowackie pozwoliły uzyskać najbardziej wiarygodne dane o liczebności niedźwiedzi.
Rzepkowski zwrócił także uwagę na rolę telemetrii, czyli obroży GPS zakładanych wybranym osobnikom.
– To pozwala nie tylko śledzić, gdzie niedźwiedź się pojawia, ale też identyfikować miejsca problemowe, np. dzikie wysypiska czy niezabezpieczone odpady – wyjaśnił.
Jak podkreślił, dane telemetryczne mają szczególne znaczenie w przypadku tzw. osobników zhabituowanych, czyli takich, które przyzwyczaiły się do obecności człowieka i korzystania z łatwego pokarmu. Dzięki nim można odtworzyć „mapę nawyków” zwierzęcia – sprawdzić, czy porusza się między konkretnymi punktami, takimi jak wysypiska, karmowiska czy nieodpowiednio zabezpieczone posesje.
– To daje możliwość działania z wyprzedzeniem – nie tylko reagowania, ale przede wszystkim zapobiegania – zaznaczył.
Ekspert podkreślił, że bez inwestycji w badania – zarówno genetyczne, jak i telemetryczne – państwo będzie działać po omacku, a decyzje dotyczące zarządzania populacją mogą być podejmowane pod wpływem presji społecznej, a nie rzetelnych danych. Jego zdaniem działania interwencyjne powinny iść w parze z profilaktyką.
– Nie chodzi tylko o płoszenie, ale o identyfikowanie przyczyn i zapobieganie kolejnym niepożądanym sytuacjom – zaznaczył.
Rzepkowski podkreślił, że ważna jest także edukacja ludzi korzystających z terenów leśnych.
– Najgorsze, co możemy zrobić, to zaskoczyć niedźwiedzia z bliska. Dlatego nie schodźmy ze szlaków, nie wchodźmy w gęste zarośla i starajmy się być słyszalni – wskazał.
Na zakończenie ekspert zaapelował o zmianę podejścia do problemu.
– Starajmy się wzmacniać rozwiązania prewencyjne, systemowe i szeroko dostępne. To jest klucz – podkreślił.
Senacka Komisja Klimatu i Środowiska we wtorek przyjęła z poprawkami nowelizację ustawy o ochronie przyrody dotyczącą płoszenia niektórych dzikich zwierząt przy użyciu amunicji niepenetracyjnej. Zaproponowała, by nie karać za ewentualne zabicie zwierzęcia, np. gdy wynika to z konieczności.
Autorzy projektu ustawy, posłowie Polski 2050, podali w uzasadnieniu, że w związku ze wzrastającą populacją niedźwiedzia brunatnego w Bieszczadach coraz częściej zwierzęta te pojawiają się wśród zabudowań, gdzie szukają pokarmu. Wskazali, że niedźwiedzie łatwo przyzwyczajają się do miejsca i sposobu zdobywania pokarmu, dlatego konieczne jest wyrobienie w nich niechęci do zbliżania się do domów w celu poszukiwania pożywienia.
Jak dodano, wiele gmin sygnalizuje, że brakuje odpowiednio przeszkolonych i wyposażonych w sprzęt osób, które mogłyby odstraszać tak duże i niebezpieczne zwierzęta jak niedźwiedzie i żubry. Zwrócono uwagę, że z badań przeprowadzonych w Puszczy Białowieskiej wynika, że w zdecydowanej części przypadków żubry uciekają przed człowiekiem, a głównymi przyczynami ich ataków było zbyt bliskie podejście lub celowe, nieumiejętne płoszenie.
Mira Suchodolska (PAP)
mir/ kj/ joz/
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu zawiercie365.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz
Samorządy apelują o przyjazne dla środowiska obchody dn
Mnie widok cmentarzy pełnych zniczy zawsze wzrusza. Szkoda byłoby rezygnować z tej tradycji. Najbardziej mi się podobają znicze ziemne - po użyciu kładziesz na trawie i rozgniatasz butem. W materiale, z których są zrobione są nasiona, z których wyrastają potem kwiatki.
Aleksandra
18:55, 2026-01-08
Wielka promocja monografii „Kromołów 1193–1939”
Jak i czy można kupić tą monografię on line? Niestety do Kromołowa do Pałacyku już nie zdążę dojechać
Marian
17:36, 2025-11-28
Trzy serca, jeden świat – wernisaż w MOK Zawiercie
Dwa dni później DorotaDomagalska zmarła. Wielka strat dla kultury
Elska
14:38, 2025-11-11
Ulica Szkolna w Rokitnie Szlacheckim tonie w dziurach!
Po prostu wstyd, aby w XXI wieku były jeszcze w Polsce drogi z dziurami, jak ser szwajcarski.
Piotr
14:55, 2025-05-20