Wiadomości

Zamknij

Dodaj komentarz

Dyrektorka Centrum Korczakowskiego: zanim będziesz chciał wychowywać dziecko, najpierw je poznaj (wywiad)

PAP 05:32, 05.05.2026 Aktualizacja: 05:40, 05.05.2026
Skomentuj Dyrektorka Centrum Korczakowskiego: zanim będziesz chciał wychowywać dziecko, najp

Aneta Kułakowska jest psychologiem, psychoterapeutą, psychodietetykiem, trenerką judo i dyrektorką otwartego we wtorek w stolicy Centrum Korczakowskiego.

 

PAP: Patronem Centrum jest Janusz Korczak. Jak jego myśl przekłada się na konkretne działania terapeutyczne?

 

Aneta Kułakowska: Myśl Korczaka jest dla nas czymś znacznie więcej niż inspiracją – stanowi fundament całego systemu pracy i sposobu widzenia człowieka, nie tylko dziecka. Nie ograniczamy jej do relacji terapeuta–dziecko, ale rozszerzamy na cały kontekst życia młodego człowieka: rodzinę, szkołę, relacje społeczne.

 

Kluczowe są uważność i delikatność – rozumiane nie jako nadopiekuńczość, lecz jako zdolność do rzeczywistego słyszenia potrzeb dziecka i adekwatnego reagowania na nie. Korczak uczy nas, że dziecko nie jest projektem do naprawienia, lecz osobą do poznania.

 

Jeżeli naprawdę chcemy troszczyć się o dzieci, musimy troszczyć się o ich środowisko. Dziecko nie funkcjonuje w próżni – jest częścią systemu, który albo je wspiera, albo generuje trudności.

 

PAP: Mówi się, że dziecko trzeba wychować. Korczak twierdził, że trzeba je poznać. Na czym polega ta różnica?

 

A.K.: „Poznać” oznacza wejść w świat dziecka – nie tylko zobaczyć jego zachowania, ale spróbować poczuć to, co ono czuje, zrozumieć, z jakiego systemu pochodzi, jakie doświadczenia w nim pracują, jakie ma zasoby i potencjał.

 

To bardzo istotna zmiana perspektywy: od patrzenia przez pryzmat braków, do patrzenia przez pryzmat możliwości.

 

Dopiero na tej podstawie można mówić o wychowaniu, które nie jest narzucaniem formy czy realizacją oczekiwań dorosłych, lecz towarzyszeniem i tworzeniem środowiska, w którym dziecko może rozwijać się w sposób zdrowy i adekwatny dla siebie. Bez poznania wychowanie staje się projekcją dorosłego na dziecko.

 

PAP: W centrum zakładacie państwo, że dziecko jest pełnoprawnym człowiekiem. Jak wygląda to w praktyce klinicznej?

 

A.K.: To oznacza przede wszystkim równość w relacji terapeutycznej. Dziecko traktujemy tak samo poważnie jak dorosłego pacjenta – z taką samą uważnością, sumiennością i odpowiedzialnością.

 

Ale to także zmiana języka i postawy. Dzieci nie potrzebują kolejnych instrukcji, co mają robić – one potrzebują być widziane i słyszane. Tworzymy więc przestrzeń, w której mogą mówić o wszystkim, bez lęku, że spotkają się z oceną czy konsekwencjami. Jeżeli relacja jest jednostronna – „ja mówię, ty słuchasz” – to nie jest terapia. To jest dyrektywność. A pomoc zaczyna się dopiero tam, gdzie pojawia się dialog.

 

PAP: Centrum łączy psychoterapię z pracą z ciałem. Skąd ten kierunek?

 

A.K.: Z doświadczenia. Bardzo wiele trudności – zwłaszcza traum – zapisanych jest w ciele, a nie w słowach. Praca wyłącznie na poziomie poznawczym bywa niewystarczająca.

 

Dam konkretny przykład: wiele dzieci nie potrafi nazwać tego, co czuje. Często dlatego, że nikt ich tego nie nauczył, ale bywa też, że są po doświadczeniach traumatycznych i funkcjonują w odcięciu od emocji – w stanie derealizacji czy dysocjacji. W takiej sytuacji proszenie ich o opowieść jest często niemożliwe.

 

Dlatego sięgamy po pracę z ciałem – oddech, rozciąganie, elementy jogi, czy techniki takie jak TRE (Tension & Trauma Releasing Exercises), które pozwalają uwolnić napięcia bez konieczności mówienia.

 

Zdarza się, że wystarczy rozluźnić ciało – dosłownie – aby dziecko zaczęło funkcjonować inaczej. Dopiero potem pojawia się zdolność rozumienia: „co się ze mną dzieje?”, „czego potrzebuję?”, „gdzie są moje granice?”. Ciało bywa pierwszym językiem terapii.

 

PAP: Czym oddział dzienny różni się od opieki ambulatoryjnej?

 

A.K.: To znacznie intensywniejsza forma wsparcia, skierowana do dzieci i młodzieży, które już przestają funkcjonować społecznie – w szkole, w relacjach – ale nie wymagają jeszcze hospitalizacji.

 

Oddział dzienny jest pewnym „pomiędzy”: dziecko spędza tam dzień, uczestniczy w różnorodnych oddziaływaniach terapeutycznych, buduje relacje, uczy się funkcjonowania, ale wieczorem wraca do domu, „do siebie”.

 

To bardzo ważne, bo nie wyrywamy go całkowicie z jego środowiska. Ono uczy się nowych sposobów funkcjonowania i ma przestrzeń, by je testować w codziennym życiu.

 

PAP: Podkreśla pani wagę do podejścia systemowego. Dlaczego leczenie samego dziecka bywa nieskuteczne?

 

A.K.: Bo dziecko bardzo często „objawia” to, co dzieje się w systemie, w którym żyje. Podam przykład: mama przeżywa depresję – może z powodu kryzysu w relacji, poczucia zdrady, przeciążenia. Dziecko tego nie rozumie poznawczo, ale doskonale to czuje. I żeby – nieświadomie – „poruszyć” matkę, przywrócić ją do życia, zaczyna samo prezentować objawy depresyjne. To oczywiście nie jest reguła, ale mechanizm, który często obserwujemy. W takim przypadku praca wyłącznie z dzieckiem nie wystarczy. Trzeba zobaczyć, co dzieje się w rodzinie.

 

Podobnie w przypadku substancji psychoaktywnych. Dziecko, które ma „wszystko” – dobry dom, wyjazdy na super wakacje, modne gadżety – ale nie ma obecności i relacji, więc sięga po substancje, które dają mu ukojenie. Jakby na chwilę ten młody człowiek znalazł się w „ramionach”, których nie ma. I jeśli skupimy się wyłącznie na tym, by dziecko „przestało brać”, bez zmiany relacji, ono będzie do tego wracało – bo coś mu to zastępuje.

 

PAP: W projekcie Centrum pojawia się wątek seniorów. Jaką rolę mogą odegrać?

 

A.K.: To jest temat, który bardzo mnie porusza, bo mam poczucie, że seniorzy są dziś często niewidzialni. A przecież jednocześnie mogą być niezwykle ważnym elementem systemu wsparcia. W sytuacjach, gdy rodzice nie są dostępni – emocjonalnie lub fizycznie – relacja z seniorem może częściowo wypełnić tę lukę. Ale to działa w obie strony.

 

Wyobrażam sobie przestrzenie, w których młodzi ludzie spotykają się z seniorami – rozmawiają, tworzą, słuchają ich historii. Ten międzypokoleniowy przekaz może być bardzo leczący.

 

Chciałabym też tworzyć miejsca dla samych seniorów – warsztaty, grupy wsparcia, być może warsztaty terapeutyczne. Bo nigdy nie jest za późno na zmianę i każdy z nas ma coś do przepracowania, do opowiedzenia, do dania drugiemu człowiekowi.

 

PAP: Jak chcecie współpracować ze szkołami, aby profilaktyka była realna?

 

A.K.: Przede wszystkim poprzez obecność, a nie dokumenty. Wyobrażam sobie, że nasi psychologowie i terapeuci będą realnie obecni w szkołach – prowadząc warsztaty, spotkania, rozmowy zarówno z uczniami, jak i nauczycielami.

 

Chciałabym też wprowadzać element ruchu – np. sekcje judo, które nie są tylko sportem, ale nośnikiem wartości: szacunku, uważności, odpowiedzialności. Na macie można robić coś więcej niż trening – można budować relacje, rozmawiać, tworzyć przestrzeń, którą nazwałabym wręcz „miniaturową psychoterapią w działaniu”. Jeśli połączy się zajęcia fizyczne z terapeutycznymi, efekt może być niesamowity – tego się jeszcze u nas nie robi.

 

PAP: System opieki psychiatrycznej jest przeciążony. Jaką lukę ma wypełnić Centrum?

 

A.K.: Chcemy przede wszystkim zmienić punkt wyjścia: zamiast kierować dziecko „do naprawy”, zaprosić cały system do refleksji.

 

Drugim ważnym obszarem jest jakość specjalistów. Sama mam doświadczenia – i wiem, jak bardzo niekompetentna pomoc może zaszkodzić. Dlatego zależy mi na kształceniu psychologów i psychoterapeutów, którzy będą naprawdę przygotowani do tej pracy.

 

PAP: Wróćmy na chwilę do kwestii najbardziej praktycznej. Jak wygląda finansowanie Centrum i na ile model, który państwo proponują, jest skalowalny?

 

A.K.: To jest pytanie, na które – uczciwie – wolałabym dzisiaj nie odpowiedzieć. Natomiast mogę powiedzieć, że na tym etapie najważniejsze jest dla mnie stworzenie jakościowego miejsca, opartego na zaufaniu i realnej potrzebie społecznej, a nie presji czysto biznesowej.

 

PAP: Centrum planuje działalność naukową. Jakie są ambicje w tym obszarze?

 

A.K.: W dalszej perspektywie chcielibyśmy stworzyć własną szkołę psychoterapii – środowisko oparte na wspólnych wartościach, wysokich standardach i stałej superwizji. To byłoby naturalne przedłużenie naszej pracy – budowanie jakości i przekazywanie jej dalej.

 

PAP: Spotkajmy się za rok. Po czym poznamy, że odnieśliście sukces?

 

A.K.: Po tym, że będziemy się rozwijać. Jeżeli będziemy otwierać kolejne oddziały dzienne, kolejne placówki, być może ośrodek całodobowy – to będzie znak, że ten model działa i jest potrzebny. I jeszcze jedna rzecz - jeśli będziemy mogli przyjmować pacjentów bezpłatnie.

 

Bo prawdziwym miernikiem sukcesu w tej pracy nie są deklaracje, tylko to, czy naprawdę uda nam się sprawić, że nasi pacjenci – dzieciaki, młodzież, czy dorośli ludzie – odczują na „własnej skórze” naszą pomoc i po prostu będzie im się żyło lepiej.

 

Rozmawiała: Mira Suchodolska (PAP)

 

mir/ agz/

(PAP)
Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
Nie przegap żadnego newsa, zaobserwuj nas na
GOOGLE NEWS
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu zawiercie365.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

0%