Zamknij

Szabłowski: dania kucharzy dyktatorów były przepełnione miłością i strachem

PAP 09:48, 30.11.2025 Aktualizacja: 10:19, 30.11.2025
Skomentuj PAP PAP

Szabłowski był gościem festiwalu i w rozmowie z dziennikarzem PAP opowiadał m.in. o swojej ostatniej książce "Kucharze dyktatorów".

Dania kucharzy dyktatorów były z jednej strony przepełnione miłością, a z drugiej strachem - powiedział w sobotę na Toruńskim Festiwalu Książki Witold Szabłowski. Podkreślił, że w postanowił sportretować dyktatorów przez lekko uchylone kuchenne drzwi, bo przez nie bardzo dużo widać.

- Kucharze wiedzą bardzo dużo, są plotkarzami, są inteligentni i bardzo dużo widzą. Przez te uchylone lekko kuchenne drzwi widać bardzo dużo - mówił reportażysta w Toruniu.

Ocenił, że relacje kucharzy z dyktatorami są bardzo specyficzne. - Myślę, że te dania, które oni gotowali, przepełnione są z jednej strony miłością - skrajnym przypadkiem jest kucharka (dyktatora Kambodży - przyp. PAP) Pol Pota, straszliwego mordercy. Ta pani była absolutnie w nim do końca życia zakochana. Jak mi o nim mówiła, miała łzy w oczach. Opowiadała, jakim był wspaniałym, ciepłym człowiekiem, który chciał dla wszystkich dobrze, tylko mu nie wyszło. A on przecież odpowiadał za dwa miliony ofiar - podkreślił Szabłowski.

- Te dania z jednej strony były przepełnione miłością, a z drugiej strachem, bo jednak gotowanie dla dyktatora to jest taka praca, że w każdej chwili można zginąć. Każdy z tych kucharzy - ja spotkałem się z kucharzami 10 różnych dyktatorów na wszystkich praktycznie kontynentach - i każdy z nich mógł zginąć w skrajnych wypadkach. Kucharka Pol Pota 17 razy była oskarżana o zdradę stanu i 17 razy jakimś cudem udawało się jej z tych oskarżeń wybronić - opisywał reporter.

Ilu potraw najsmakowitszych w tej książce spróbował Szabłowski? - Większość. Dlatego, że bardzo szybko się zorientowałem, że kucharze dyktatorów są przyzwyczajeni do tego, że nie opowiada się o swojej pracy, dlatego że jak gotuje się dla dyktatora, to trzeba umieć trzymać język za zębami, być skrytym. Nawet gdy dyktator już nie żyje, reżim upadł, a ten kucharz jakimś cudem to wszystko przetrwał, to oni wychodzą z tych dworów dyktatorów, pałaców prezydenckich z takim przekonaniem, że nie mówi się o tym, bo oni wiedzą, że żyją dlatego, że umieli być dyskretni - mówił.

Dodał, że bardzo szybko zorientował się, że najlepsze, co może zrobić, to jak najszybciej zabrać kucharza do kuchni i pozwolić mu gotować, a gdy on gotuje, włączyć dyktafon i zadawać pytania. - To były ciekawe rozmowy. To taki bardzo specyficzny rodzaj warsztatów kulinarnych. Nie chcę powiedzieć, że spróbowałem każdej jednej potrawy z tej książki, ale absolutnej większości - wyjaśnił.

- Piękne są historie tych reżimów, które w pewnym momencie nie wyrabiały z łańcuchami dostaw, bo właściwie każdy kucharz dyktatora, zwłaszcza z krajów gospodarki centralnie planowanej - a mamy w książce Envera Hodżę, Wojciecha Jaruzelskiego i Fidela Castro i każdy z tych musiał kupować na czarnym rynku, bo było jakimś strasznym paradoksem. Na przykład Wojciech Jaruzelski, który myślał, że kraj funkcjonuje wspaniale, że on nim świetnie rządzi, nie miał bladego pojęcia, że jego kucharz, żeby mu zrobić łososia, którego Jaruzelski bardzo lubił, musiał iść na czarny rynek, bo w sklepie musiałby stać nie wiadomo ile i raczej by nie dostał - opowiadał.

Podkreślił, że u kucharza Castro był, gdy Fidel jeszcze żył i ten kucharz z dumą mu pokazywał, że ma w swojej restauracji taką specjalną lodówkę i w tej lodówce ma specjalne towary i raz w tygodniu, a czasem dwa razy w tygodniu przyjeżdża adiutant (F. Castro nie był już u władzy, ale miał swoją obsadę wojskową - przyp. PAP) i te sery zabierał. - Patrzę, a w tej lodówce same włoskie sery. Pytam: skąd ty to masz, a on taki zadowolony odpowiada: czarny rynek - mówił Szabłowski.

- Z kuchni dyktatorskiej, której próbowałem, absolutnie najlepiej miał Saddam Husajn. Miał chyba też największe pojęcie o dobrym jedzeniu. Dopóki nie stał się pariasem, dopóki nie zaczął być traktowany jak persona non grata, to pojeździł jednak trochę po świecie, zobaczył, jak takie jedzenie prezydenckie może smakować i życzył sobie tego samego. Saddam też bardzo dobrze traktował personel. Kucharz Saddama co roku dostawał nowy samochód wysokiej klasy, dwa razy w roku przyjeżdżał krawiec, szył całemu personelowi ubrania na miarę. Miał najlepszych specjalistów i traktował ich bardzo dobrze - opowiedział reportażysta.

Polska Agencja Prasowa jest patronem Toruńskiego Festiwalu Książki. Wydarzenie zakończy się w niedzielę. (PAP)

rau/ twi/ sdd/

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
Nie przegap żadnego newsa, zaobserwuj nas na
GOOGLE NEWS
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu zawiercie365.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

0%