Zamknij

Dodaj komentarz

Ranny wilk konał godzinami pod Czaplinkiem. Policja na miejscu, brak weterynarza i spór o kompetencje

PAP 08:57, 21.01.2026 Aktualizacja: 09:05, 21.01.2026
Skomentuj

W nocy z wtorku na środę, przez wiele godzin, na poboczu jednej z dróg w okolicach Czaplinka (woj. zachodniopomorskie) konał młody wilk – zwierzę objęte w Polsce ścisłą ochroną gatunkową. Został on potrącony przez samochód i doznał ciężkich obrażeń, w tym – jak wynikało z dokumentacji wideo – złamania kręgosłupa i całkowitego paraliżu tylnych kończyn.

 

Na miejscu przez kilka godzin obecni byli funkcjonariusze policji, którzy – zgodnie z otrzymanymi poleceniami – zabezpieczali zwierzę, pilnując, by nie wyszło na jezdnię i nie spowodowało kolejnego zagrożenia. Temperatura w nocy spadła do około –12 stopni Celsjusza.

 

O dramatycznej sytuacji poinformowała PAP dr hab. Sabina Nowak, prof. Uniwersytetu Warszawskiego, badaczka i ekspertka od ochrony wilków, związana z organizacjami zajmującymi się ochroną tego gatunku.

 

„Jest godz. 1:20 w nocy. Od dwóch godzin próbuję z policjantami z Czaplinka pomóc młodemu wilkowi potrąconemu przez samochód. Wilk ma złamany kręgosłup i totalnie bezwładne tylne kończyny” – napisała w mailu przesłanym do redakcji.

 

Jak zrelacjonowała prof. Nowak, filmy nagrane przez policjantów zostały skonsultowane z lekarzem weterynarii z Bielska-Białej.

 

„Nie da się go uratować. Ale nie można też go uśmiercić, bo żaden lekarz weterynarii z Czaplinka nie odbiera telefonu i nie wiadomo, z kim gmina Czaplinek ma podpisaną umowę” – podkreśliła.

 

Według jej relacji Powiatowy Lekarz Weterynarii w Drawsku Pomorskim, Tadeusz Klima, miał stwierdzić, że sprawa nie leży w jego kompetencjach, ponieważ nie otrzymał od gminy informacji o zawartej umowie z lekarzem weterynarii.

 

„Wilk czołga się po poboczu przy minus 12 stopniach, a patrol policji go pilnuje, bo taki dostał rozkaz. Dyżurny policjant w Drawsku Pomorskim wydzwania do lekarzy weterynarii w całej okolicy – bezskutecznie. A ja nic nie mogę zrobić, bo jestem 720 km od tego wilka” – napisała prof. Nowak.

 

Po otrzymaniu tej informacji Polska Agencja Prasowa podjęła próbę interwencji.

 

W rozmowie telefonicznej z PAP Powiatowy Lekarz Weterynarii w Drawsku Pomorskim Tadeusz Klima zakwestionował jednoznaczność diagnozy stawianej przez osobę z organizacji zajmującej się ochroną wilków.

 

„Być może ten wilk jest do wyleczenia” – stwierdził, jednocześnie podkreślając, że osoba zgłaszająca sprawę „nie jest weterynarzem”.

 

Na sugestię, że to właśnie powiatowy lekarz weterynarii powinien wskazać lekarza, który niezwłocznie uda się na miejsce, odpowiedział: „Ja znam swoje kompetencje i wiem, kto od czego jest”.

 

Dopytywany wprost, czy odcina się od sprawy, nie udzielił jednoznacznej odpowiedzi, po czym zakończył rozmowę.

 

Z relacji rozmów prowadzonych w nocy wynika, że funkcjonariusze policji byli w tej sytuacji jedyną służbą, która faktycznie pozostawała na miejscu zdarzenia i próbowała działać.

 

„Jeżeli zwierzę jest pod ścisłą ochroną, to musi przyjechać lekarz weterynarii, który stwierdzi, czy się nadaje do leczenia, czy nie” – powiedział dyżurny policji w rozmowie z dziennikarką PAP.

 

Policjant podkreślił, że jego formacja nie ma kompetencji do oceny stanu zwierzęcia ani do podejmowania decyzji o ewentualnym skróceniu jego cierpienia.

 

„My nie jesteśmy weterynarzami. Nie możemy na podstawie spojrzenia czy filmiku decydować, czy zwierzę ma szanse przeżyć” – zrelacjonował dyżurny.

 

Z nocnych rozmów z przedstawicielami różnych instytucji – policji, straży pożarnej, lekarzy weterynarii oraz samorządów – wyłania się obraz braku jasnych procedur, szczególnie w sytuacjach nocnych, dotyczących dzikich zwierząt objętych ochroną gatunkową.

 

Straż pożarna w Drawsku Pomorskim, choć formalnie nieodpowiedzialna za takie przypadki, podjęła próbę pomocy, przekazując numery telefonów do lekarzy weterynarii z okolicznych miejscowości, w tym z Połczyna-Zdroju, Czaplinka, Świdwina i innych powiatów.

 

„Powinienem wykonać jeden albo dwa telefony i ta sprawa powinna się skończyć. Tak jest z żubrami – dzwonimy i przyjeżdżają. A tu – nic” – wskazał dyżurny straży pożarnej, który wykazał ogromne zaangażowanie i bardzo chciał pomóc.

 

Eksperci zajmujący się ochroną dzikich zwierząt wskazują, że sytuacja z Czaplinka nie jest odosobniona.

 

Brak całodobowych dyżurów weterynaryjnych, niejasne umowy między gminami a lekarzami, przerzucanie odpowiedzialności między powiatem, gminą, policją i służbami weterynaryjnymi – wszystko to sprawia, że w praktyce cierpienie chronionych zwierząt może trwać godzinami, bez możliwości podjęcia decyzji zgodnej z prawem i zasadami humanitaryzmu.

 

Do momentu zakończenia nocnych rozmów nie było jasne, czy któremukolwiek z lekarzy udało się dotrzeć na miejsce przed świtem. I nie wiadomo jest także, czy młody wilk doczekał się pomocy, cokolwiek by ona nie oznaczała.

 

Mira Suchodolska (PAP)

 

mir/ jm/

(PAP)
Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
Nie przegap żadnego newsa, zaobserwuj nas na
GOOGLE NEWS
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

0%