Po śmierci Stalina w kilku państwach rządzonych przez komunistów wybuchły bunty przeciwko fatalnym warunkom życia i dyktaturze. W Poznaniu i innych ośrodkach przemysłowych Polski narastało napięcie spowodowane wyśrubowanymi normami pracy, złą organizacją produkcji odbijającą się na pensjach, bardzo niskimi płacami, wysokimi cenami produktów żywnościowych, fatalnymi warunkami BHP, lekceważeniem robotniczych postulatów. Robotnicy Zakładów Cegielskiego, wówczas noszących nazwę Zakładów im. Stalina (ZISPO), próbowali negocjować z władzami (poza wspomnianymi kwestiami, również m.in. w sprawie niesłusznie pobieranego podatku od wynagrodzeń - PAP), ale wysiłki te nie przyniosły rezultatu.
28 czerwca 1956 roku w Poznaniu pracownicy Cegielskiego podjęli strajk generalny i zorganizowali demonstrację uliczną - do której przyłączyło się około 100 tysięcy mieszkańców miasta - krwawo stłumioną przez wojsko. Życie straciło co najmniej 58 osób, w tym 50 cywilów. Kilkaset osób zostało rannych.
- Już od wiosny 1956 roku trwały negocjacje pomiędzy załogą ZISPO i różnymi organami władz centralnych. „Misją ostatniej szansy” były rozmowy 26 czerwca w Warszawie. Delegaci spotkali się z ministrem przemysłu maszynowego Romanem Fidelskim, który zapewnił ich, że zgadza się z postulatami, że zostaną one zrealizowane „w nieodległym terminie”. Minister proponuje, by rozmowy dokończyć następnego dnia w Poznaniu. Delegacja przyjeżdża, mówi robotnikom Cegielskiego: słuchajcie, tym razem się udało. Tyle, że kiedy minister przyjechał, okazało się, że proponuje nie to, co dzień wcześniej uzgodniono – mówił PAP prof. UAM dr hab. Konrad Białecki, naczelnik Oddziałowego Biura Badań Historycznych IPN w Poznaniu.
28 czerwca 1956 roku o godzinie 6.00 rano pracownicy Wydziału W-3 Zakładów im. Stalina, nie idą do domu po nocnej zmianie. Ci, którzy przychodzą na pierwszą dzienną zmianę dołączają do nich. Następnie przedstawiciele jednej i drugiej grupy rozchodzą się po innych wydziałach i zachęcają, aby pracujący tam robotnicy przyłączyli się do protestu.
- Pierwsza zakładowa syrena rozległa się o 6.00, na koniec nocnej zmiany. Około godziny 6.30, niektórzy podają, że dokładnie o 6.35, rozlega się kolejny sygnał – ale ta syrena ma już za zadanie poinformować inne zakłady pracy o tym, że wychodzimy. Z różnych stron miasta maszerują w stronę centrum pracownicy przeróżnych poznańskich zakładów pracy, ale i przedstawiciele innych grup społecznych – przypomniał profesor.
Wszyscy zmierzają w stronę ulicy Czerwonej Armii (dziś ul. Św. Marcin), przy której mieszczą się najważniejsze gmachy kojarzone z aparatem władzy: Zamek, w tamtym czasie siedziba Miejskiej Rady Narodowej i znajdujący się tuż obok budynek Komitetu Wojewódzkiego PZPR. Początkowo tłum manifestantów liczy na to, że poprzez pojawienie się w centrum miasta i zademonstrowanie, jak bardzo powszechne są postulaty i żądania mieszkańców stolicy Wielkopolski, zostaną w końcu potraktowani poważnie. Oczekiwano – jak wskazał profesor - przede wszystkim przyjazdu do Poznania pierwszego sekretarza KC PZPR Edwarda Ochaba, lub premiera Józefa Cyrankiewicza i to z nimi chciano negocjować. Tłum gromadzi się w centrum miasta. Stoi. Czeka.
- Wychodzi do nich z gmachu Miejskiej Rady Narodowej Franciszek Frąckowiak. Próbuje rozmawiać z ludźmi, ale to co mówi sprowadza się do tego: „słuchajcie, ja nic nie mogę”. Z Gmachu KW wychodzi jeden z ówczesnych sekretarzy, Wincenty Kraśko. Stara się rozmawiać z manifestującymi. Mniej więcej w tym samym czasie do tłumu dociera plotka, że delegaci robotniczy zostali aresztowani i są na „Młynie” (areszt śledczy przy ul. Młyńskiej w Poznaniu). Manifestanci żądają od Kraśki, żeby ich uwolnił. Kraśko mówi, że o żadnych aresztowaniach nic nie wie. Część ludzi uważa, że kłamie. Pod adresem Kraśki padają ciężkie słowa. Niektórzy z obserwatorów twierdzą, że w ruch poszły pięści – powiedział historyk.
Kraśko wycofuje się do wnętrza budynku. Część manifestantów, zrażona faktem, że nie ma odpowiedniego odzewu na taką masową manifestację, wchodzi zarówno do gmachu KW, jak i do gmachu MRN, czyli do Zamku.
- Ci, którzy wchodzą do środka, nie dokonują żadnych aktów wandalizmu, bo za takie trudno uznać zrzucenie z dachu KW Czerwonych Szturmówek i w to miejsce powieszenie biało-czerwonych flag. Ludzie chodzą. Rozglądają się. Szukają kogoś, z kim można byłoby porozmawiać i niestety jest z tym problem. To można też zrozumieć; osoby, które przyszły do pracy tego dnia czy to w KW, czy w MRN obawiają się tego tłumu – powiedział.
W tym samym czasie część manifestantów udaje się na ul. Młyńską. Forsują bramę więzienia. Niektórzy twierdzą, że przechodzą po drabinie, inni, że użyto do tego jakiegoś ciężkiego traktora, który tę bramę rozbił.
- Manifestanci wchodzą na teren aresztu śledczego. Uwalniają około 250 więźniów. Oczywiście nie ma wśród nich owych delegatów, bo ich nigdy tam nie było. Przejęte zostaje ponad 200 sztuk broni. To jest jeszcze ten moment – choć to się wkrótce zmieni - w którym zarówno funkcjonariusze MO jak i służby więziennej mają zakaz używania broni – zaznaczył historyk.
Szacuje się, że łącznie w rękach uczestników Poznańskiego Czerwca znalazło się około 400 sztuk broni. Pozyskano ją też m.in. ze studiów wojskowych, które funkcjonowały wtedy przy poznańskich uczelniach. Częściowo broń zdobywano też w rozbrajanych posterunkach MO.
- W tym czasie w Poznaniu zyskuje też na popularności plotka mówiąca o tym, że w całej Polsce już doszło do wystąpień przeciwko władzy komunistycznej, że ostatnim niezdobytym budynkiem Wojewódzkiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Publicznego jest właśnie ten w Poznaniu - zatem trzeba to jądro ciemności zdobyć. Po drodze manifestanci niszczą zagłuszarkę audycji Radia Wolna Europa, która była umieszczona na budynku ubezpieczeń społecznych. Zrzucają ją z dużej wysokości. Rozbija się ona na niewielkie elementy. Rozpoczyna się oblężenie gmachu przy ulicy Kochanowskiego. Trwa przez kilka godzin. W pobliżu powstają barykady. Zaczynają padać strzały. Padają pierwsi zabici – mówił historyk.
Chcąc zapanować nad coraz trudniejszą sytuacją komendant Oficerskiej Szkoły Wojsk Pancernych i Zmechanizowanych tuż przed południem skierował do centrum miasta, celem ochrony ważnych obiektów, około 300 podchorążych dysponujących m.in. 16 czołgami. 9 maszyn zostało podpalonych przez manifestantów, pozostałe powróciły do koszar. - Warto nadmienić, że tego dnia na ulicach Poznania zdarzały się nieliczne przypadki przyłączania się żołnierzy do protestujących - zaznaczył historyk.
W Warszawie do ówczesnego I sekretarza KC PZPR z propozycją spacyfikowania zbuntowanego miasta przy pomocy wojska zwrócił się będący ministrem obrony sowiecki marszałek w polskim mundurze, Konstanty Rokossowski. Edward Ochab przychylił się do tej propozycji, podobnie jak całe Biuro Polityczne KC PZPR.
- Do Poznania zostają ściągnięte znajdujące się w pobliżu na poligonie w Biedrusku dwie dywizje pancerne – 19. i 10. Żołnierze tych dywizji, oraz dwóch dywizji piechoty, otaczają Poznań. Część żołnierzy wraz z czołgami wkracza do miasta. Operacją dowodzi gen. Stanisław Popławski, który przylatuje na Ławicę około godziny 14.00 i rozpoczyna „porządkowanie”, z jego punktu widzenia, sytuacji – powiedział.
Historyk wskazał, że w całej operacji tłumienia Poznańskiego Czerwca wzięło udział łącznie ponad 10 tys. żołnierzy. Wykorzystano blisko 360 czołgów i ponad 30 dział pancernych.
- Żołnierzom tłumaczono, że jadą walczyć z kontrrewolucją. Część z nich była nawet przekonana, że walczy z Niemcami. W kolejnych tygodniach w wielu listach do rodzin, przejętych przez wojskową cenzurę, pojawiały się nuty silnego rozgoryczenia młodych żołnierzy rolą jaką odegrali w tłumieniu protestu „zbuntowanego miasta”.
Jednostki, które weszły do Poznania, stłumiły robotniczy zryw. Jak podkreślił prof. Białecki, „nawet jeżeli człowiekowi z karabinem wydawało się chwilę wcześniej, że jest dobrze uzbrojony, to widząc naprzeciw siebie 10 jadących czołgów musiał zdać sobie sprawę, że nie ma szans. I o ten właśnie efekt mrożący chodziło władzy”.
- Władza chciała, żeby ta ogromna ilość broni pancernej na tyle wystraszyła tych, którzy jeszcze chcą jakieś działania przeciwko „władzy ludowej” prowadzić, żeby od tych działań odstąpili. Do tego sterroryzowania miasta i jego mieszkańców, przyczynił się też ówczesny premier Józef Cyrankiewicz, który co prawda przyleciał do Poznania, ale nie po to, żeby rozmawiać z manifestantami, ale żeby im grozić. W słynnym wystąpieniu radiowym wygłoszonym 29 czerwca mówił przecież, że „każdy prowokator czy szaleniec, który podniesie rękę na władzę ludową, może być pewien, że władza ludowa mu tę rękę odrąbie” – i to można było odczytać jako zapowiedź krwawych represji - powiedział.
Już 28 czerwca rozpoczęto wyłapywanie tych, których uważano za najbardziej aktywnych uczestników Poznańskiego Czerwca. Początkowo czynili to żołnierze jednostek, które pacyfikowały Poznań, ale wieczorem już także funkcjonariusze MO i KBW. Tych, których zatrzymano, kierowano do punktu filtracyjnego utworzonego na poznańskiej Ławicy. Tam przez kilka dni prowadzono intensywnie przesłuchania. Następnie osoby te trafiły do więzień i aresztów.
- Jest dokument z 8 sierpnia, w którym napisano, że do tego czasu zatrzymano ponad 746 osób, które podejrzewano o „intensywny” udział w Poznańskim Czerwcu. Według ustaleń śledztwa prowadzonego przez prokuratorów IPN, wskazana jest jeszcze nieco większa liczba sięgająca ogólnie ok. 1100 zatrzymanych – powiedział.
Dodał, że choć władza chciała uzyskać efekt mrożący poprzez sposób w jaki Poznański Czerwiec został stłumiony, to można powiedzieć, że uzyskała efekt dokładnie odwrotny od zamierzonego. Jak tłumaczył profesor, w wielu regionach kraju pojawiły się głosy, że „jeśli nie będzie zmian, to zrobimy wam drugi Poznań”.
W opinii historyka ówczesna władza początkowo nie doceniła też skali oddźwięku międzynarodowego wydarzeń poznańskich. Przypomniał, że 28 czerwca trwały jeszcze 25. Międzynarodowe Targi Poznańskie. Część manifestantów udała się na teren MTP i tam rozmawiała z gośćmi targowymi. Niektórzy z nich, reprezentujący zachodnie firmy wystawiające swoje produkty na targach, dołączyli, jako widzowie, do manifestantów.
- Ci ludzie od samych robotników słyszeli o tym, czego dotyczy ten protest. Sami też robili zdjęcia. Kiedy goście targowi wracali do swoich ojczyzn tam często czekali na nich dziennikarze z zachodnich agencji prasowych i radiowych, a także dziennikarze z Radia Wolna Europa. Polskie Radio komunikat w duchu o „wystąpieniach prowokatorów” podało już o 19.30, ale niedługo później, jeszcze wieczorem 28 czerwca, zarówno BBC powołując się na Agencję Reutera, jak i Radio Wolna Europa, podały informacje o tym, co się tak naprawdę wydarzyło w Poznaniu – powiedział.
Wskazał, że w kolejnych dniach informacje o poznańskim zrywie pojawiły się na łamach prasy na całym świecie – zarówno w Europie, jak i obu Amerykach a nawet w Azji. W sprawie Poznańskiego Czerwca głos zabrał również ówczesny prezydent Stanów Zjednoczonych Dwight Eisenhower. O Poznańskim Czerwcu mówiło się we francuskim Zgromadzeniu Narodowym, w sprawie zatrzymanych uczestników Poznańskiego Czerwca do ambasady PRL w Londynie apel wystosowało 47 brytyjskich parlamentarzystów.
- Na łamach prasy światowej dominowało przekonanie, że było to bardzo poważne pęknięcie w tym wydawać się mogło „monolitycznym murze bloku sowieckiego”. W Polsce opowieści o poznańskich robotnikach miały w sobie zazwyczaj komponent wielkiego uznania, wyrażanego czasami w nieszablonowy sposób, jak choćby poprzez nazywanie papierosów „Poznańskich” – mianem „Bohatery”. To też był pewien symbol uznania. A potem były inne symbole – jak pomnik Ofiar Czerwca 1956, który od 28 czerwca 1981 roku do dziś dumnie stoi w centrum Poznania i przypomina o tym, jakie ofiary poniosło miasto Poznań w drodze do wolności – podsumował profesor.
Anna Jowsa (PAP)
ajw/ aszw/
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu zawiercie365.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz
20-lecie Terenowego Stowarzyszenia Ruchu Harcerskiego
A potem , przy wyborach się zaczęło. Niby wybory a przewodniczący Stowarzyszenia wskazuje kto ma być przewodniczącym Kręgu i ten właśnie zostaje.
Adam
13:20, 2026-05-14
Prezes BGK: „Chrobry” ma zainwestować miliardy w firmy
Oferujemy wszystkie rodzaje pożyczek finansowych, krótkoterminowe i długoterminowe, w wysokości od 10,000.00 Eur do 10,000,000.00 Eur, wyłącznie dla poważnie myślących pożyczkobiorców. Firmy mogą uzyskać pożyczkę w kwocie do 10,000,000.00 Eur. Oprocentowanie wynosi 2% przez cały okres spłaty pożyczki, od 1 roku do 30 lat. Zainteresowani pożyczkobiorcy proszeni są o kontakt mailowy w celu złożenia wniosku. Adres e-mail pożyczkodawcy: [email protected] Aby złożyć wniosek, prosimy o kontakt pod poniższymi danymi: KWOTA POŻYCZKI: CZAS TRWANIA: NUMER WHATSAPP: KRAJ: CEL POŻYCZKI:
[email protected]
15:05, 2026-05-12
Biznesklasa Kolei Śląskich
Oferujemy wszystkie rodzaje pożyczek finansowych, krótkoterminowe i długoterminowe, w wysokości od 20,000.00 Eur do 2,000,000.00 Eur, wyłącznie dla poważnie myślących pożyczkobiorców. Firmy mogą uzyskać pożyczkę w kwocie do 20,000,000.00 Eur. Oprocentowanie wynosi 2% przez cały okres spłaty pożyczki, od 1 roku do 30 lat. Zainteresowani pożyczkobiorcy proszeni są o kontakt mailowy w celu złożenia wniosku. Adres e-mail pożyczkodawcy: [email protected] Aby złożyć wniosek, prosimy o kontakt pod poniższymi danymi: KWOTA POŻYCZKI: CZAS TRWANIA: NUMER WHATSAPP: KRAJ: CEL POŻYCZKI: Wszystkie wiadomości e-mail należy kierować na adres: [email protected]
[email protected]
15:04, 2026-05-12
Domański dla „FT”: plan przedstawiony przez Nawrockiego
Oferujemy wszystkie rodzaje pożyczek finansowych, krótkoterminowe i długoterminowe, w wysokości od 8,000.00 Eur do 8,000,000.00 Eur, wyłącznie dla poważnie myślących pożyczkobiorców. Firmy mogą uzyskać pożyczkę w kwocie do 50,000,000.00 Eur. Oprocentowanie wynosi 2% przez cały okres spłaty pożyczki, od 1 roku do 30 lat. Zainteresowani pożyczkobiorcy proszeni są o kontakt mailowy w celu złożenia wniosku. Adres e-mail pożyczkodawcy: [email protected] Aby złożyć wniosek, prosimy o kontakt pod poniższymi danymi: KWOTA POŻYCZKI: CZAS TRWANIA: NUMER WHATSAPP: KRAJ: CEL POŻYCZKI: Wszystkie wiadomości e-mail należy kierować na adres: [email protected]
[email protected]
15:01, 2026-05-12