Wiadomości

Zamknij

Dodaj komentarz

Autorka „Graficzek”: prace moich bohaterek zasługują na stałe miejsce w historii projektowania (wywiad)

PAP 07:35, 09.05.2026 Aktualizacja: 07:48, 09.05.2026
Skomentuj Autorka „Graficzek”: prace moich bohaterek zasługują na stałe miejsce w historii p

Polska Agencja Prasowa: Pani książka ma być punktem wyjścia dla przyszłych badań?

 

Alicja Kobza: Zależy mi, żeby to nie była historia tylko zapomnienia, ale też przypomnienia. Należy chwalić projekty polskich graficzek, mimo że jest ich mniej niż grafików, a niektóre zakończyły kariery znacznie wcześniej niż ich koledzy z branży. Ich prace zasługują na stałe miejsce w historii projektowania. W książce pokazuję jedynie wycinek twórczości jej bohaterek. Chciałabym, żeby ktoś kiedyś jeszcze bardziej zgłębił ich losy, może nawet pokusił się o monografie.

 

W mojej książce czytelniczki znajdą 15 esejów poświęconych poszczególnym graficzkom oraz 12 krótszych biogramów. Ich forma i objętość wynikają przede wszystkim z dostępności materiałów – tego, ile informacji i reprodukcji udało mi się odnaleźć oraz do ilu świadków mogłam dotrzeć. Książka ma charakter reportażowo-eseistyczny. Nie chciałam, żeby to były jedynie suche fakty sklejone ze sobą z archiwów i przeplatane z moją interpretacją prac.

 

PAP: Która z bohaterek książki najbardziej cię zaskoczyła?

 

A.K.: Nie można jej nazwać bohaterką, bo ostatecznie jej postać nie znalazła się w książce. Danuta Bagińska-Andrejew odmówiła udziału w publikacji. Prosiła wręcz, abym o niej nie wspominała i nie pokazywała jej prac w książce. Obecnie mieszka za granicą i chyba nie chciała wracać do PRL. Żałuję, że nie ma jej w książce, bo jest autorką wielu świetnych plakatów.

 

PAP: Historia której graficzki była dla ciebie odkryciem?

 

A.K.: Każda, ponieważ z powodu braku szeroko dostępnych informacji nie wiedziałam, czego się spodziewać.

 

Ciekawa była droga odkrywania Julitty Gadomskiej. Kiedy zaczynałam poszukiwania jej spadkobierców, miałam bardzo szczątkowe informacje, ale na szczęście wiedziałam, gdzie mieszkała. Udałam się pod ten adres i okazało się, że mieszkanie należy do jej syna. Kuba Gadomski zachował ogromne archiwum jej prac, zarówno druki, jak i szkice oraz oryginalne blasze z jej projektami. Ocalił także dokumenty, w tym korespondencję, dzięki której wiele się o niej dowiedziałam. To było dla mnie zdumiewające odkrycie, bo archiwum nie było nigdy wcześniej publikowane, a Gadomska figurowała właściwie tylko jako autorka kilku książek kucharskich i projektantka toreb Pewexu. Otworzenie tego skarbca było niesamowite!

 

PAP: Czy w którymś momencie pracy nad książką twoje własne założenia o środowisku graficzek zostały podważone?

 

A.K.: Zaskoczyło mnie, że większość kobiet, z którymi rozmawiałam, w pierwszej kolejności chwaliła swoich partnerów, często artystów. Od tego zaczynały rozmowę. A ja sobie wyobrażałam, że to będzie książka o pracy i twórczości, pokazująca niezależność i siłę kobiet, wpisująca się w nurt, który pokazuje zapomniane kobiety tworzące historię projektowania.

 

Graficy tworzący w PRL-u w rozmowach, które czytałam, nie wspominali o swoich partnerkach czy dzieciach, byli skupieni na pracy. Zdałam sobie sprawę, że nie opowiem historii kobiet takich jak Maria „Mucha” Ihnatowicz, Ewa Stanisławska-Balicki, Barbara Baranowska i Emilia Piekarska-Freudenreich bez wspomnienia o ich mężach artystach, ale za to historie ich mężów bez problemu można opowiadać bez poruszania tematu żon. Wywołało to we mnie na początku poczucie niezgody, ale potem przyszło zrozumienie. To opowieści o mężczyznach były dotąd zniekształcone, ponieważ pomijały wkład kobiet, którym wiele zawdzięczali. Maria „Mucha” Ihnatowicz właściwie umożliwiała rozwój swojemu mężowi Andrzejowi Krajewskiemu. Z opowieści ich wnuczki wynika, że to ona zarabiała na życie, a nawet wydzielała mu kieszonkowe. Krajewski znacząco wpłynął na jej losy i twórczość, to on okupował pracownię w ich mieszkaniu, ona tworzyła plakaty na podłodze między kuchnią a stołem jadalnym. To też na nim skupiała i nadal skupia się uwaga branży. Obecnie na nowo otwartej wystawie w Muzeum Plakatu w Wilanowie to jego dwie prace na niej wiszą... Jej nie pokazano w ogóle.

 

Kiedy zaczęłam pracę nad książką, miałam nadzieję i wyobrażenie, że bohaterkami będą projektantki na miarę projektantów, będą miały tak samo bogate dorobki, wystarczy je tylko odkryć. Skala okazała się jednak nieporównywalna, jeśli chodzi na przykład o plakacistki i plakacistów. Chciałam zrozumieć, dlaczego tak się dzieje - książka jest próbą zrozumienia tego stanu rzeczy.

 

PAP: Znalazłaś odpowiedź?

 

A.K.: Emilia Piekarska-Freudenreich mówiła, że mężczyźni są egoistyczni i narcystyczni, mają silną potrzebę ciągłego udowadniania i budowania swojej tożsamości artystycznej. Więc może wcale nie są tak fantastyczni, jak przyjęło się myśleć o niektórych...

 

PAP: Czy któraś z bohaterek wyłamuje się z tego schematu?

 

A.K.: Danuta Żukowska. Jest przykładem kobiety, która osiągnęła duży sukces samodzielnie. Nie miała dzieci, co dawało jej większą swobodę twórczą. Tak jak m.in. Jolanta Barącz znalazła swoją drogę do władzy. Żukowska kierowała pracownią graficzną w Państwowym Wydawnictwie Rolniczym i Leśnym, a Barącz w Państwowym Instytucie Wydawniczym. Osiągnęły wysoką pozycję w świecie wydawniczym, były decyzyjne, miały możliwość kształtowania wizualnej strony wydawnictw. Uchodzą za osoby, które ją całkowicie odmieniły.

 

Barącz według swojego kolegi Jana Bakiewicza, który pracował z nią w tamtych latach, zmieniła myślenie o książce w PIW. Jej syn wspomina, że była apodyktyczną, zdecydowaną, silną kobietą, chodziła w czarnych golfach i paliła papierosa za papierosem, czytała feministyczne teksty. Rozdzielała zlecenia i kształtowała identyfikację wizualną, markę wydawnictwa. Nie zostawiła jednak wielu projektów swojego autorstwa. Wydaje mi się, że to dlatego, że pracowała w duecie. Miała dużo pracy, więc jej pomysły przenosił na papier jej kolega.

 

Emilia Nożko-Paprocka miała przywilej, że domem i córką w dużej mierze zajmowała się jej matka, więc sama miała więcej czasu na pracę. Projektowała znaki. Mimo to stworzyła ich znacznie mniej niż na przykład Karol Śliwka, autor wielu cenionych projektów, które funkcjonują do dziś. Zastanawia mnie, dlaczego twórczyni nie realizowała większej liczby projektów, zwłaszcza że wydaje się, że miała ku temu odpowiednie warunki. Można przypuszczać, że istotną rolę odegrały ówczesne ograniczenia systemowe i to, że projektowanie znaków było w dużej mierze domeną mężczyzn.

 

PAP: Która historia najmocniej pokazuje zależność od jednego kluczowego klienta lub projektu?

 

A.K.: Ewy Stanisławskiej-Balickiej, która pracowała w Łodzi - centrum innego myślenia o sztuce niż w Warszawie. Widoczne były tam wpływy awangardy. Należała do łódzkiej szkoły projektowania. Inspirowała się szwajcarskim stylem typograficznym - prostym, geometrycznym i bez widocznego gestu ręki. Stanisławska-Balicka projektowała plakaty głównie dla Biura Wystaw Artystycznych w Łodzi, z którym współpracował jej mąż, grafik Stanisław Balicki, i to za jego pośrednictwem otrzymywała zlecenia. Gdyby robiła ich więcej, to... Ale może właśnie pytanie brzmi: czy trzeba więcej? Czy więcej znaczy lepiej?

 

Rozmawiała Zuzanna Piwek

 

Alicja Kobza jest absolwentką Wydziału Grafiki Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Zajmuje się grafiką użytkową – projektuje identyfikacje wizualne książek, albumów, plakatów oraz materiałów cyfrowych. Prowadzi Alicja Kobza Studio. Współpracowała m.in. z Zachętą – Narodową Galerią Sztuki, Muzeum Sztuki w Łodzi, Wydawnictwem Szkoły Filmowej w Łodzi, Muzeum Sztuki w Lucernie, Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku, Polskim Wydawnictwem Muzycznym i Warszawskim Obserwatorium Kultury. Współtworzyła także publikacje poświęcone twórczości m.in. Mirosława Bałki, Roee Rosena, Guya Ben-Nera i Stefana Gierowskiego. Projekt badawczy dotyczący zapomnianych projektantek graficznych okresu PRL-u prowadzi od 2020 r. Realizuje go m.in. na Instagramie na profilu polish.female.designers.

 

Książka „Graficzki. Nieopowiedziane historie polskich projektantek grafiki użytkowej 1945–1989” ukazała się nakładem wydawnictwa Karakter. (PAP)

 

zzp/ miś/

(PAP)
Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
Nie przegap żadnego newsa, zaobserwuj nas na
GOOGLE NEWS
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu zawiercie365.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

0%