Wiadomości

Zamknij

Dodaj komentarz

Ekspertka: kleszcze Hyalomma są bardziej ruchliwe niż rodzime gatunki (wywiad)

PAP 16:15, 12.04.2026 Aktualizacja: 16:28, 12.04.2026
Skomentuj Ekspertka: kleszcze Hyalomma są bardziej ruchliwe niż rodzime gatunki (wywiad)

Prof. dr hab. Anna Bajer jest kierowniczką Zakładu Eko-epidemiologii Chorób Pasożytniczych w Instytucie Biologii Rozwoju i Nauk Biomedycznych na Wydziale Biologii Uniwersytetu Warszawskiego. Zespół prowadzi projekt, którego jest sprawdzenie i zmapowanie występowania kleszczy Hyalomma.

 

PAP: Czy kleszcze z rodzaju Hyalomma zadomowiły się już w Polsce, czy nadal tylko przyjeżdżają na gapę z ptakami?

 

Prof. dr hab. Anna Bajer: To jest pytanie, na które wszyscy chcielibyśmy już znać odpowiedź, ale na razie nie da się tego jednoznacznie rozstrzygnąć. Kiedy znajdujemy latem dorosłe osobniki, na przykład Hyalomma marginatum, nie mamy pewności, czy to świeży import z Afryki, przywieziony na migrujących ptakach, czy też osobniki, które rozwinęły się już w Polsce. To bardzo istotna różnica, bo oznaczałaby, że zaczynają się u nas rozmnażać.

 

Żeby to rozstrzygnąć, musielibyśmy znaleźć młodociane formy – larwy albo nimfy – i to takie nienapite. Te, które przyleciały na ptakach, są już po żerowaniu. Problem polega na tym, że młode stadia są mikroskopijne i praktycznie niewidoczne w terenie. Dorosłe osobniki są duże, szybkie i łatwe do zauważenia, natomiast młode to trochę jak szukanie igły w stogu siana.

 

Planujemy wrócić w miejsca, z których mieliśmy zgłoszenia, zwłaszcza tam, gdzie pojawiały się skupiska, na przykład na Śląsku i w Wielkopolsce. Zdarzało się, że z jednej ulicy mieliśmy kilka osobników. Ale znalezienie młodych stadiów będzie dużym wyzwaniem.

 

PAP: To brzmi jak detektywistyczna praca. A same kleszcze Hyalomma – czym różnią się od naszych?

 

A.B.: Nasze kleszcze, takie jak Ixodes ricinus, to w porównaniu z nimi prawdziwe leniuszki. Funkcjonują w dość komfortowych warunkach – przy odpowiedniej wilgotności i temperaturze mogą siedzieć na roślinności i czekać na żywiciela nawet cały sezon.

 

Hyalomma żyją w środowiskach znacznie trudniejszych, często pustynnych lub półpustynnych. Tam nie mogą sobie pozwolić na bierne czekanie, bo po prostu by się przegrzały, ugotowały na słońcu. Chowają się więc pod kamieniami i reagują na drgania podłoża – znak, że może nadchodzić jakieś zwierzę. Co więcej, mają dobrze rozwinięty wzrok, dzięki czemu potrafią zidentyfikować potencjalnego żywiciela i błyskawicznie się do niego zbliżyć.

 

W praktyce oznacza to, że taki kleszcz nie czeka, tylko biegnie w stronę człowieka lub zwierzęcia.

 

PAP: Biegnie?

 

A.B.: Tak, i to naprawdę szybko. Kilka metrów potrafi pokonać w kilka sekund, co bardziej przypomina zachowanie mrówki czy małego pająka niż kleszcza.

 

Mieliśmy okazję obserwować to w Afryce. Staliśmy w terenie i zaczęliśmy tupać, żeby wywołać drgania. W pewnym momencie kleszcze zaczęły pojawiać się dosłownie znikąd i biec w naszym kierunku. To było jednocześnie fascynujące i trochę stresujące, bo nadbiegały z różnych stron. Można było zauważyć jednego przed sobą, a w tym samym czasie inny już wspinał się na but od tyłu.

 

Z punktu widzenia badacza to wygodne, bo „same przychodzą”, ale wymaga dużej czujności, dosłownie trzeba mieć oczy dookoła głowy.

 

PAP: Jak wyglądają te kleszcze?

 

A.B.: Są wyraźnie większe od naszych rodzimych gatunków. Nienapite osiągają około centymetra długości, natomiast napite samice mogą mieć nawet dwa centymetry – widzieliśmy takie choćby u osobników zbieranych z wielbłądów w Mongolii.

 

Najbardziej charakterystyczne są ich długie, prążkowane odnóża z jasnymi pierścieniami. Sam korpus jest raczej jednolicie brązowy i mniej kontrastowy niż u naszych kleszczy.

 

PAP: Gdzie w Polsce je znajdowano? Czy ma to związek z obecnością zwierząt gospodarskich?

 

A.B.: I tu mamy pewne zaskoczenie. Spodziewaliśmy się przede wszystkim południa Polski i rzeczywiście Śląsk oraz Wielkopolska się potwierdziły. Jednocześnie pojawiło się także zgłoszenie z Mazur, co pokazuje, że ich występowanie może być bardziej rozproszone.

 

Znajdowano je w bardzo różnych sytuacjach – zarówno na zwierzętach gospodarskich, takich jak konie (bardzo je lubią) czy krowy, jak i w domach, gdzie najprawdopodobniej zostały przyniesione przez psy. Zazwyczaj do odkryć dochodziło podczas szczotkowania zwierząt. Odnotowano także przypadek kleszcza znalezionego na żwirowej drodze; zdjęcie wyglądało niemal jak wykonane w warunkach pustynnych.

 

Co istotne, są to kleszcze bardzo ruchliwe. Znacznie łatwiej niż nasze schodzą ze zwierząt i przemieszczają się w otoczeniu. Zdarzył się przypadek osobnika, który po prostu chodził po dywanie.

 

PAP: Czyli możemy spotkać je w domu?

 

A.B.: Tak, i to jako aktywnie poruszające się osobniki, a nie tylko przyczepione do skóry.

 

PAP: Przejdźmy do zdrowia. Czy jest się czego obawiać?

 

A.B.: Największe obawy budzi krymsko-kongijska gorączka krwotoczna. To poważna choroba wirusowa o ciężkim przebiegu, często śmiertelna. Na szczęście dotychczas nie wykryliśmy jej w kleszczach znalezionych w Polsce.

 

Natomiast wszystkie badane przez nas osobniki były zakażone riketsjami, czyli bakteriami wywołującymi tzw. gorączki plamiste. Choroby te zwykle nie są śmiertelne, ale mogą mieć nieprzyjemny przebieg.

 

PAP: Jakie są pierwsze objawy gorączki krwotocznej?

 

A.B.: Początek choroby jest podstępny, ponieważ przypomina zwykłą infekcję wirusową. Pojawia się gorączka, osłabienie, bóle mięśni i głowy. To etap, który łatwo zinterpretować jako grypę lub przeziębienie.

 

Dopiero później pojawiają się objawy bardziej charakterystyczne, takie jak zaburzenia krzepnięcia krwi, wybroczyny czy krwawienia. W tym momencie sytuacja staje się poważna.

 

Problem polega na tym, że w Polsce taka choroba nie jest pierwszym podejrzeniem diagnostycznym. Lekarz częściej bierze pod uwagę choroby hematologiczne, takie jak małopłytkowość czy białaczka. Dodatkowo diagnostyka wymaga specjalistycznych testów, które nie są dostępne w każdym szpitalu, co może opóźniać rozpoznanie.

 

Wirus może się także przenosić przez kontakt z płynami ustrojowymi. W Turcji opisywano przypadki, w których od jednego pacjenta zakażał się personel medyczny. To pokazuje, że jeden przypadek może prowadzić do kolejnych zakażeń, a nawet przyczynić się do śmierci kilku osób.

 

PAP: Czy skuteczne w odniesieniu do naszych rodzimych kleszczy repelenty działają także na te afrykańskie?

 

A.B.: W przypadku naszych kleszczy repelenty mogą zadziałać jeszcze przed kontaktem, ponieważ reagują one na zapach. Natomiast Hyalomma najpierw podążają w kierunku żywiciela, a dopiero potem „oceniają” jego przydatność.

 

Z obserwacji wynika, że po wejściu na but czy ubranie mogą się zawahać, co sugeruje, że repelenty i odpowiednia odzież mogą działać, ale raczej na późniejszym etapie. Nie mamy jednak jeszcze badań, które jednoznacznie by to potwierdzały.

 

PAP: Czy przenoszą boreliozę?

 

A.B.: Wszystko wskazuje na to, że nie. Bakterie wywołujące boreliozę występują praktycznie wyłącznie w kleszczach z rodzaju Ixodes. W naszych badaniach obejmujących różne kontynenty obserwujemy ten sam wzorzec. Inne kleszcze prawdopodobnie mają mechanizmy, które eliminują te bakterie, zanim mogłyby zostać przekazane dalej.

 

PAP: To teraz może coś mniej groźnego – czy kleszcze mają jakieś zwyczaje godowe?

 

A.B.: Owszem, i to całkiem rozbudowane. Kleszcze w ogóle funkcjonują w świecie chemii – komunikują się za pomocą sygnałów zapachowych, czyli feromonów, które pozwalają im się odnaleźć, rozpoznać i ocenić. Samiec nie przystępuje do kopulacji od razu. Najpierw wchodzi na samicę od strony grzbietowej i można powiedzieć, że ją testuje, sprawdzając, czy jest gotowa do rozrodu. Dopiero później przemieszcza się pod jej brzuszek i dochodzi do właściwej kopulacji. To wszystko jest bardzo precyzyjnie sterowane chemicznie. Co ciekawe, u wielu gatunków do zapłodnienia dochodzi nie na roślinności, tylko już na żywicielu. Samica musi najpierw zacząć pobierać krew, czyli być częściowo napita, żeby proces mógł zajść. To ma sens ewolucyjny – skoro już znalazła żywiciela i ma dostęp do pokarmu potrzebnego do produkcji jaj, to zwiększa się szansa, że rzeczywiście je złoży i że cykl życiowy zostanie domknięty. Zdarza się też, że kleszcze tworzą takie małe zgrupowania. Można spotkać osobniki obu płci przebywające blisko siebie i czekające wspólnie na żywiciela. W jednym z naszych badań wyszło nawet, że takie mieszane pary czy niewielkie grupy nie są przypadkowe. Trudno oczywiście mówić o romantyzmie w ludzkim sensie, ale faktycznie można natknąć się na parę kleszczy siedzących obok siebie i gotowych na wspólne przejście do kolejnego etapu, gdy tylko pojawi się odpowiedni gospodarz.

 

PAP: Jeśli znajduję nietypowego kleszcza – co powinnam zrobić?

 

A.B.: Przede wszystkim nie należy go wyrzucać ani zgniatać gołymi rękami. Najlepiej włożyć go do szczelnego pojemnika lub woreczka i umieścić w zamrażarce. Następnie warto zrobić zdjęcie i przesłać je badaczom.

 

Jeśli okaże się interesujący, prosimy o jego przesłanie do laboratorium. Takie zgłoszenia są bardzo cenne, bo pozwalają monitorować pojawianie się nowych gatunków i zmiany ich zasięgu. Zgłoszenie online ze zdjęciem odbywa się przez stronę www.narodowekleszczobranie.pl – Narodowe Kleszczobranie.

 

Rozmawiała Mira Suchodolska (PAP)

 

mir/ akar/

(PAP)
Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
Nie przegap żadnego newsa, zaobserwuj nas na
GOOGLE NEWS
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu zawiercie365.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

0%