PAP: WOŚP zapowiedziała nową formułę działania - plan „Na piątkę z plusem” - pięć obszarów, na których skupi swoją działalność. To onkologia, diagnostyka i rehabilitacja dziecięce, centra symulacyjne dla lekarzy oraz nauka pierwszej pomocy. Co to w praktyce zmieni w działalności fundacji i jak przełoży się na wsparcie udzielane szpitalom?
Jerzy Owsiak, prezes Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy: Po 34 latach działalności według znanego dobrze Polakom schematu - Finał na rzecz danej dziedziny medycyny, zakupy sprzętu, rozliczenie i kolejny cel – teraz chcemy spojrzeć na potrzeby polskiej ochrony zdrowia przekrojowo i działać w szerzej definiowanych obszarach.
PAP: Dlaczego?
J.O.: Po części dlatego, że wszystkie obszary medycyny dziecięcej są już przez nas zaopatrzone i wyprowadzone na określony pułap.
W latach 90. zaczynaliśmy od poziomu zero, tj. kupowaliśmy sprzęt podstawowy, niezbędny, potrzebny na już. W kolejnych latach mogliśmy wyposażać szpitale już także w aparaturę coraz bardziej zaawansowaną, coraz nowocześniejszą.
Przyświecało nam przy tym przekonanie, że wyprowadzamy dzięki temu kolejne dziedziny medycyny dziecięcej na poziom, który byłby niedostępny bez takiego jak nasze wsparcie. I tak w kolejnych obszarach ten coraz wyższy pułap został osiągnięty. To dobry moment, by zacząć działać trochę inaczej.
PAP: Czyli jak?
J.O.: Kreować i utrzymywać najwyższe standardy medycyny. Nie zmieni się przy tym punkt wyjścia, czyli pytanie, które zadajemy sobie co roku, definiując Finał: gdzie pomoc WOŚP jest najbardziej potrzebna? Dalej będziemy je stawiać we własnym gronie i pytać o to ekspertów.
Chcemy dalej kupować szpitalom najlepszy z obecnie dostępnych na świecie sprzętów. Jednocześnie już nie skupiać się mocno na zakupach podstawowej aparatury – to zostawiamy odpowiedzialnym za funkcjonowanie systemu.
Chcemy też patrzeć szerzej, tzn. na przykład w ramach wspierania diagnostyki dziecięcej możemy przy okazji jednego Finału pomyśleć o potrzebach kilku dziedzin medycyny, ale właśnie pod kątem diagnostyki, która często jest kluczowa dla powodzenia leczenia.
W tym roku będziemy to realizowali przez dalsze mocne wsparcie onkologii dziecięcej i finansowanie narzędzi do chirurgii dziecięcej przy wykorzystaniu robotów da Vinci. W Polsce przeprowadza się około 24 tys. operacji rocznie z pomocą tego sprzętu, z czego ok. 340 u dzieci. Narzędzia do przeprowadzania operacji u dzieci nie są finansowane przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Jako Fundacja podjęliśmy decyzję o sfinansowaniu takich narzędzi do operacji dla dzieci przez trzy lata i apelujemy do systemu, żeby pochylił się nad tym tematem.
Dalej trzymamy się też zasady, że kiedy dzieje się coś nagłego — pandemia, powódź, kryzys — jesteśmy pierwsi. Nie czekamy na zbiórkę. Uruchamiamy środki, które już są na naszym koncie, kupujemy to, co naprawdę potrzebne i dobrej jakości: respiratory, maseczki, sprzęt.
PAP: Czy po tej zmianie szpitale nadal będą mogły zwrócić się do fundacji z bezpośrednią prośbą o pomoc?
J.O.: Coraz częściej dostajemy prośby, które brzmią jak gotowe zamówienia: potrzebujemy tego i tego. Ale my nie działamy jak magazyn ze sprzętem. Każdą sprawę rozpatrujemy osobno. Czasem odpowiadamy: teraz się tym nie zajmujemy. Czasem: poczekajcie, może wrócimy do tego później. A czasem widzimy, że w danym szpitalu dzieje się dużo dobrego, i że bez naszej pomocy coś ważnego przestanie działać — wtedy reagujemy. Nie ma tu automatu.
Są prośby, które trudno odrzucić. Kiedy rodzą się sześcioraczki, wiemy od razu, gdzie trzeba działać. Szpital dostaje potrzebny sprzęt dla noworodków praktycznie natychmiast. Firmy nas znają i ufają nam na tyle, że potrafią wysłać urządzenie od razu, a formalności załatwiamy później.
Przez lata nauczyliśmy się też jednego: nie można liczyć, że Ministerstwo Zdrowia będzie naszym partnerem w codziennej pracy. Jeśli współpraca się zdarza — bardzo się cieszymy. Ale zwykle kończy się na rozmowach. Dlatego robimy swoje i nie czekamy.
PAP: Zanim fundacja ogłosiła, że zamierza kompleksowo wspierać diagnostykę dziecięcą, zwrócił się pan do resortu zdrowia z pytaniem, czy cięcia w finansowaniu, o których obecnie głośno, nie dotkną również tego obszaru.
J.O.: To było dla nas kluczowe. W najbliższych tygodniach będziemy robili kolejne zakupy sprzętu, którego wartość rynkowa to 80-90 mln zł. Gdybyśmy uzyskali odpowiedź, że cięcia dotyczą też medycyny dziecięcej, inaczej wyglądałyby nasze rozmowy ze szpitalami, ponieważ musiałyby one odpowiedzieć na pytanie, z czego sfinansują badania na przekazanym przez WOŚP sprzęcie, jeśli tym źródłem nie będzie Narodowy Fundusz Zdrowia. Wiele miałoby z tym ogromny problem.
PAP: Czy list do Ministerstwa Zdrowia to wyraz pańskiego niepokoju o to, co dzieje się w systemie ochrony zdrowia?
J.O.: Musimy mieć pewność, że nasze wsparcie będzie odpowiednio wykorzystane. Nie kupujemy tomografów i rezonansów za miliony złotych po to, by stały bezczynnie.
Przyznam, że do relacji z resortem zdrowia mamy już dzisiaj inne podejście niż kiedyś. Przyzwyczailiśmy się, że to trudno sterowalny moloch z milionem problemów, utrudnioną, a czasem żadną komunikacją. Tak jest zresztą z obecną ministrą zdrowia, z którą nie mamy żadnego kontaktu.
Nieprzerwanie jestem piewcą spektakularnych zmian, jakie przeszła Polska w ostatnich dekadach. Jednak bardzo martwi mnie to, co dzieje się z ochroną zdrowia.
Decyzja Narodowego Funduszu Zdrowia i Ministerstwa Zdrowia, by mniej niż do tej pory płacić za nadlimitowe niektóre badania, podcina skrzydła i momentami zahacza już o pytanie o sens tego wszystkiego.
Jeżeli miałby się marnować, to po co ten sprzęt kupować? Dla mnie jest jasne, kto ma co do zrobienia i z czego obowiązek się wywiązać. My – kupujemy sprzęt dla szpitali, na co umawiamy się ze społeczeństwem przy każdym Finale. Państwo ma swoje zadanie: utrzymywać system.
Pieniądze NFZ idą przede wszystkim na pensje, procedury i codzienne funkcjonowanie szpitali. My możemy zrobić coś innego — przeznaczyć całość zebranych pieniędzy na nowoczesny sprzęt i programy medyczne. Uważam, że taka komplementarność się sprawdza, o ile państwo nie zawodzi.
PAP: Niektórzy mówią, że to nie fundacja powinna kupować takie rzeczy, tylko państwo.
J.O.: Ale my dobrze wiemy, gdzie żyjemy. Nie jesteśmy oderwani od rzeczywistości. Jeśli widzimy, że coś jest potrzebne i będzie działało, kupujemy to. Jeśli mamy wątpliwości, zatrzymujemy się i pytamy jeszcze raz.
Próbowaliśmy przez lata przekazywać ministerstwu różne ważne sprawy: problemy z wyceną badań, brak pieniędzy na materiały zużywalne itp. Najczęściej jednak zderzaliśmy się z ogromną machiną, która działa bardzo wolno. Dlatego nauczyliśmy się robić swoje i nie zajmować zbytnio przekonywaniem tego czy innego ministra.
PAP: Podczas ostatniego Finału – na gastroenterologię dziecięcą – WOŚP zebrała 263 mln zł. Po latach bicia kolejnych rekordów, tym razem było to mniej - o niespełna 25 mln zł - niż rok wcześniej. Jak pan to interpretuje i się do tego odnosi?
J.O.: Zderzamy się z ogromnym zorganizowanym hejtem w naszą stronę. Nazywamy to też dodatkowo zorganizowaną dezinformacją. Ciągle musimy prostować absurdalne kłamstwa na nasz temat, jak to, że nie przekazujemy sprzętu szpitalom w darze, tylko go wynajmujemy i pobieramy za to od szpitali pieniądze. Co trzeba mieć w głowie, żeby podać tak nieprawdopodobną informację? Sprzęt, który kupujemy, od razu jest dedykowany danej placówce i dostarczany pod jej adres. A jednak takie insynuacje się rodzą i rozchodzą w sieci, ludzie to łykają. Mimo to dajemy radę, zebraliśmy ponad 263 mln zł. To wciąż bardzo dużo pieniędzy, które wydamy najlepiej jak się da. Ta suma pokazuje, jak wielu jest ludzi, którzy są z nami.
Anita Karwowska (PAP)
akar/ mark/
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu zawiercie365.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz
Samorządy apelują o przyjazne dla środowiska obchody dn
Mnie widok cmentarzy pełnych zniczy zawsze wzrusza. Szkoda byłoby rezygnować z tej tradycji. Najbardziej mi się podobają znicze ziemne - po użyciu kładziesz na trawie i rozgniatasz butem. W materiale, z których są zrobione są nasiona, z których wyrastają potem kwiatki.
Aleksandra
18:55, 2026-01-08
Wielka promocja monografii „Kromołów 1193–1939”
Jak i czy można kupić tą monografię on line? Niestety do Kromołowa do Pałacyku już nie zdążę dojechać
Marian
17:36, 2025-11-28
Trzy serca, jeden świat – wernisaż w MOK Zawiercie
Dwa dni później DorotaDomagalska zmarła. Wielka strat dla kultury
Elska
14:38, 2025-11-11
Ulica Szkolna w Rokitnie Szlacheckim tonie w dziurach!
Po prostu wstyd, aby w XXI wieku były jeszcze w Polsce drogi z dziurami, jak ser szwajcarski.
Piotr
14:55, 2025-05-20