Cała twórczość Ewy Partum jest feministycznym manifestem. Ucieleśnia konceptualizm - nurt, który skupiał się na języku i pojęciach. W jej pracach do głosu dochodzą kwestie politycznego zaangażowania sztuki. To buntowniczka, która łamie tabu, a jej znakiem rozpoznawczym jest odcisk uszminkowanych ust oraz nagie ciało, które od lat 70. stanowi medium konfrontacji z władzą. Jej język artystyczny jest głęboko emancypacyjny i krytyczny wobec systemu - patriarchalnych struktur społeczeństwa i sztuki. Na prace Partum składają się także performanse i działania w przestrzeni publicznej. Ważnym elementem w jej sztuce jest język - narzędzie władzy i kontroli. Jak napisano w tekście kuratorskim wystawy „Ewa Partum: Contemplating Art, Contemplating Love”, rozwinęła konceptualizm ucieleśniony, mówiąc w pierwszej osobie i akcentując swoją płeć. Obecnie jest uznawana za prekursorkę sztuki feministycznej, body artu i sztuki konceptualnej w Europie.
Do jednych z najwcześniejszych ważnych działań Partum należy instalacja „Legalność przestrzeni” zrealizowana w 1971 roku na Placu Wolności w Łodzi. Składała się z tablic zakazów i nakazów, prawdziwych oraz tych, które sama stworzyła. Głosiły hasła: „Zabrania się zabraniać”, „Konsumpcja wzbroniona” i „Nie dotykać”. Jednocześnie te hasła były odczytywane przez megafon. W ten sposób Partum skomentowała ówczesny stan życia społeczno-politycznego, podkreślając opresyjny charakter przestrzeni publicznej w czasach, kiedy trudno było odnaleźć swobodę i wolność.
Na początku lat 70. założyła w Łodzi Galerię Adres, która nie była jednak przestrzenią wystawienniczą, lecz miejscem wymiany myśli, prowokacji i spekulacji artystycznej. Ta „najmniejsza galeria świata”, jak napisano, „umożliwiała partycypację w międzynarodowym dialogu krytycznym pomimo ograniczeń systemu”.
Dekadę później powstał słynny cykl „Samoidentyfikacja” zaprezentowany w warszawskiej Małej Galerii. W serii fotokolaży między przechodniów na polskich ulicach artystka wkleiła swoje nagie ciało. Dwie najsłynniejsze fotografie ukazują ją obok policjantki oraz przed Pałacem Namiestnikowskim (obecnie Pałac Prezydencki). Praca stawiała pytania o tożsamość i obecność kobiety w przestrzeni publicznej. Poruszała temat prawa kobiet do bycia podmiotem, a nie przedmiotem obserwacji. Nagie ciało Partum nie było elementem erotycznym, lecz narzędziem konfrontacji.
W twórczości Partum obecny jest też pośrednio wątek „Solidarności”. W performansie „Hommage a Solidarity” stała nago przed długim transparentem na ścianie z napisem „Hommage a” i opowiadała o emigracji wewnętrznej artystów po wprowadzeniu stanu wojennego w Polsce. Następnie ustami pomalowanymi szminką odcisnęła na papierze ślady układające się w głoski: „S”, „O”, „L”, „I”, „D”, „A”, „R”, „N”, „O”, „Ś” i „Ć”, wypowiadając każdą z nich osobno. „Występując nago, tworzyła medialne znaki i symbole solidarności, a jednocześnie komentowała ograniczenia wolności artystycznej i obywatelskiej” - przypomniano w tekście kuratorskim.
Do ograniczania swobód obywatelskich odniosła się także w projekcie „Ost-West-Schatten”. Stojąc przed Murem Berlińskim, ubrana jedynie w szpilki, trzymała w dłoniach litery „O” i „W”. Jej cień przesuwał się na ścianach muru ze wschodu na zachód, prawie jak wskazówka zegara słonecznego. „To potężny polityczny gest, który łączył ciało, czas, granicę polityczną i podział świata - a jednocześnie kwestionował tę granicę poprzez język, ciało i ciało jako język” - podkreślono.
Swojego autografu w postaci odcisku wyszminkowanych ust używała w poematach konceptualnych - pracach z literami, które nie tworzą gotowego wiersza, lecz otwierają pole interpretacji. Ich rozwinięciem była poezja aktywna, „wychodząca” poza kartkę papieru. To performatywne działania artystyczne, w których poezja staje się wydarzeniem w przestrzeni.
Prace Ewy Partum znajdują się m.in. w kolekcjach Tate Modern w Londynie, The Museum of Modern Art w Nowym Jorku, Museo Reina Sofía w Madrycie, Centre Pompidou w Paryżu oraz Muzeum Sztuki w Łodzi i Muzeum Historii Fotografii w Krakowie.
W Muzeum Sztuki Współczesnej MOCAK w Krakowie w piątek otwarto obszerną wystawę retrospektywną artystki. Instytucja świętuje w ten sposób dwa jubileusze - 80. urodziny Partum oraz 60-lecie jej twórczości. „Ewa Partum: Contemplating Art, Contemplating Love” to nie tylko pokaz jej najbardziej ikonicznych dzieł, ale także dialog z twórczością współczesnych artystek, m.in. Moniki Drożyńskiej, Iwony Demko i Joanny Pawlik, które w swojej sztuce rozwijają strategię feministycznej rebelii zapoczątkowanej przez Partum. Na ekspozycji można oglądać takie prace jak m.in. „Autobiografia”, „Samoidentyfikacja”, „poem by ewa - my touch is a touch of a women” oraz „Documentary - Change - My Problem Is a Problem of a Woman”. W 11 rozdziałach wystawa odnosi twórczość Partum także do sztuki artystów jej współczesnych. Z tej okazji artystka specjalnie przyjechała do Krakowa. Po konferencji prasowej poprzedzającej otwarcie wystawy opowiedziała PAP o swoim stosunku do feminizmu, wystawie oraz wybranych pracach.
Polska Agencja Prasowa: Wystawą w MOCAK-u wraca pani do Polski.
Ewa Partum: Ta wystawa ma konkretny cel. Po pierwsze, pokazania mojej sztuki w Krakowie, gdzie do tej pory tak szeroko nie była prezentowana. Po drugie, przedstawienia jej w kontekście światowej sztuki. Dlatego są na niej dzieła zarówno polskich, jak i zagranicznych artystów – m.in. Jarosława Kozłowskiego, Marii Pinińskiej-Bereś, Wolf Vostell, Josepha Kosutha, Josepha Beuysa, Yoko Ono i VALIE EXPORT.
W tym samym czasie co ja pracowali nad językiem nowej sztuki. Joseph Kosuth jest pionierem konceptualizmu, o czym, pracując wtedy w Polsce, nie wiedziałam. Dopiero później usyszałam, że moje prace są zestawiane z twórczością tych artystów w Stanach Zjednoczonych, że są tak samo aktualne. Tworzyłam w tym samym nurcie. Wystawa pokazuje cały kontekst, a nawet więcej, ponieważ poszerzona jest o prace artystek młodszego pokolenia, które nawet inspirują się moją sztuką.
PAP: Wystawa jest dla osób, które pamiętają pani sztukę, czy dla młodego pokolenia, które dopiero ją odkrywa?
E.P.: Dla tych, którzy już ją znają, jest bardziej zrozumiała, oni są obeznani w jej kontekście, a nawet chronologii. Natomiast bardzo by mnie cieszyło, gdyby miała znaczenie dla nowego pokolenia, żeby młodzi ludzie dowiedzieli się, jak istotny wkład w światową sztukę miała sztuka polska, w tym m.in. moja.
Kiedyś mówiło się o podziale na sztukę zachodnią i wschodnią. Dziś już się nie myśli w takich kategoriach. Jesteśmy w Europie i nasza sztuka nie jest wschodnia, tylko europejska. To widać na tej wystawie. Mam nadzieję, że przez to młode pokolenie nie będzie nasiąknięte tymi starymi kompleksami.
PAP: Jest pani ciekawa wrażliwości i „oka” młodego pokolenia?
E.P.: Tak. Cieszę się też, że moja sztuka inspiruje. Można to zauważyć na wystawie, ponieważ prace młodszych artystek nawiązują do niej, jednocześnie wzbogacone są o ich własne spostrzeżenia, wrażliwość i osobisty wizerunek. Przykładem jest performans „PERSONA” Marty Ziółek, który odnosi się nawet do mojej biografii.
PAP: Pani życie jest podzielone między Niemcy a Polskę. Nadal pani tworzy? Czy to czas na odpoczynek, patrzenie na świat z dystansem?
E.P.: Artysta nigdy nie odpoczywa. Zawsze pojawiają się jakieś interesujące tematy, które można podjąć. Pracuję teraz nad realizacją projektu na Targi Sztuki w Hongkongu...
PAP: ...czyli nadal towarzyszy pani praca nad konkretem.
E.P.: Zawsze. Moje prace zawsze mają związek z rzeczywistością, kontynuują mój język sztuki. Nie zmieniam kierunku. Wychodząc ze swojego języka artystycznego, tworzę prace w nowych kontekstach.
PAP: Jest w pani nieustannie duch radykalnej feministki?
E.P.: Tak! Jeżeli jest taka możliwość, to natychmiast go włączam. Uważam, że to bardzo ważne.
PAP: Kiedyś deklarowała pani, że będzie występować nago, dopóki kobiety nie osiągną równouprawnienia w świecie sztuki i poza nim. Był to jedynie radykalny gest artystyczny czy podtrzymuje pani ten postulat?
E.P.: Realizowałam go wiele lat temu. Teraz inne młode artystki występują nago, kontynuując moją pracę. Czuję się zwolniona z tej wiodącej roli. Mam nadzieję, że młode pokolenie będzie walczyło o własną pozycję takimi metodami, jakie mu odpowiadają.
PAP: M.in. w pracy „Samoidentyfikacja” nagość staje się gestem politycznym. Czy dzisiaj ten gest ma tę samą siłę?
E.P.: Tak. Kobiety do tej pory nie uzyskały pełni swoich praw nawet pomimo czarnych marszy. Wydawało się, że już jesteśmy bliskie zwycięstwa, ale niestety, polityka to nierówna walka. Społeczeństwo myśli jedno, a politycy robią inaczej. Nie mogą się porozumieć między sobą, mimo że kobiety pomogły im zdobyć władzę. Nie docenili tego we właściwy sposób. Dlatego wciąż mamy powody, żeby ostro walczyć o własne prawa, przede wszystkim o wolność do decyzji.
PAP: Po tzw. marszu czarnych parasolek wykonała pani prace, które nawiązywały do tego wydarzenia.
E.P.: Kiedyś feminizm był tylko artystyczny. Występował w sztuce artystek feministek. Ich prace, w tym także moja, np. „Mój problem jest problemem kobiety”, były związane z doświadczeniem kobiet. Przyszedł w końcu czas, że kobiety się ocknęły i wyszły na ulice. To był bardzo ważny moment. Kiedyś wychodziłam ze swoją sztuką na ulice, teraz wychodzą na nią tłumy kobiet, domagając się swoich praw.
W 2017 roku zrealizowałam instalację „Feministyczne cytaty” składającą się ze stu czarnych parasoli i banneru głoszącego hasło: „Wy odbieracie nam wolność decyzji. My wam odbierzemy władzę”. Zrobiłam ją, żeby strajki kobiet zachowały się jako dzieło sztuki i weszły do muzeum.
PAP: Kobiece ciało w sztuce zostało już odzyskane przez kobiety, czy nadal funkcjonuje w strukturach patriarchalnych?
E.P.: Niestety, w dużej części nadal tak funkcjonuje. Pozycje, jakie udało nam się dotychczas uzyskać, to nadal mały procent. W światowej polityce wciąż dominują mężczyźni.
PAP: Konceptualizm był dla pani strategią artystyczną czy koniecznością wynikającą z realiów PRL?
E.P.: Sztuka jest językiem i się rozwija. Kiedy zaczynałam tworzyć, malarstwo wypowiedziało się już do końca. Nie było możliwości przełamywania dalej jego granic jako medium. W związku z tym trzeba było stworzyć nowy język sztuki, który posługuje się innymi mediami niż tradycyjne. Stała się nim rzeczywistość, jej elementy – np. znaki drogowe, litery i odcisk szminki. Było dla mnie bardzo istotne, aby dalej pracować dla sztuki i jej rozwoju.
W socjalizmie był problem z wystawianiem sztuki ze względu na utrudniony transport prac. Dlatego stworzyłam autorską Galerię Adres. Jej działalność opierała się na mail artcie – sztuce korespondencji. Dzięki niej można było zapraszać artystów, ale także za pomocą listów wysyłać projekty i wypowiedzi artystyczne na papierze za granicę, za żelazną kurtynę. Taka forma umożliwiała jej transport.
PAP: Mówiła pani, że malarstwo się wyczerpało. Na konferencji poprzedzającej otwarcie wystawy wspomniała pani, że teraz młodzi artyści zaczynają od postkonceptualizmu. To kolejny krok?
E.P.: Właśnie nie. Oni korzystają z rewolucji w sztuce, która już się wydarzyła. Sztuka konceptualna ma różnorodne formy. To nie jest tak jak w malarstwie, że bierze się pędzle, farby i się maluje. W przypadku konceptualizmu można używać całego świata jako swojego języka i dlatego mogą z tego korzystać obecnie młodzi artyści. Używają swojego świata i własnych wyznaczników, aby się wyrażać.
PAP: Czy sztuka powinna być radykalna, żeby była skuteczna?
E.P.: Z całą pewnością!
PAP: Czy artysta ma obowiązek reagować na aktualną sytuację polityczną i społeczną?
E.P.: Obowiązkiem artysty jest bycie zorientowanym w rzeczywistości i prowadzenie z nią dialogu za pośrednictwem swojej sztuki.
PAP: Pani zdaniem feminizm w sztuce współczesnej jest nadal ruchem krytycznym czy stał się estetyką?
E.P.: Powinien być krytyczny. Jeżeli stał się dla kogoś tylko estetyką, to jest to osobista sprawa każdego artysty. Może nie jest wtedy tak znaczące, co chce przez nią powiedzieć? Estetyka nie jest już rolą sztuki. Została zawieszona. W tej chwili trzeba czegoś więcej, żeby być artystą.
PAP: A jak ocenia pani dzisiejszy feminizm?
E.P.: Bardzo dobrze. Samo to, że kobiety wyszły na ulicę, jest bardzo odważnym gestem. Strajkują, mają coś do powiedzenia na własny temat, zabierają głos. To istotne. Powinny to robić częściej i jak najmocniej.
PAP: Czuje się pani weteranką „starego” feminizmu? Czy coś by pani z niego ocaliła?
E.P.: Sama go tworzyłam. Nie miałam wówczas żadnego wzorca. Moim obowiązkiem jest cały czas dalej działać. Robić to językiem sztuki, którego akurat używam. Teraz jest to hołd dla kobiet, które występują na ulicy, i robienie z tego dzieła sztuki, aby stało się reliktem ich osiągnięć. Jedną z takich prac jest „Wyciskacz łez”. To perfumy, które stworzyłam, aby odzwierciedlały zapach strajków kobiet. Nawiązują do gazu pieprzowego – kiedyś narzędzia samoobrony, później broni używanej przeciwko kobietom przez policję. Pryskano nim, kalecząc je, „wyciskając łzy”.
Rozmawiała Zuzanna Piwek
Wystawę „Ewa Partum: Contemplating Art, Contemplating Love” można oglądać do 14 czerwca br. Jej kuratorami są prof. dr hab. Marta Smolińska i Adam Budak. (PAP)
zzp/ miś/ aszw/
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu zawiercie365.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz
Samorządy apelują o przyjazne dla środowiska obchody dn
Mnie widok cmentarzy pełnych zniczy zawsze wzrusza. Szkoda byłoby rezygnować z tej tradycji. Najbardziej mi się podobają znicze ziemne - po użyciu kładziesz na trawie i rozgniatasz butem. W materiale, z których są zrobione są nasiona, z których wyrastają potem kwiatki.
Aleksandra
18:55, 2026-01-08
Wielka promocja monografii „Kromołów 1193–1939”
Jak i czy można kupić tą monografię on line? Niestety do Kromołowa do Pałacyku już nie zdążę dojechać
Marian
17:36, 2025-11-28
Trzy serca, jeden świat – wernisaż w MOK Zawiercie
Dwa dni później DorotaDomagalska zmarła. Wielka strat dla kultury
Elska
14:38, 2025-11-11
Ulica Szkolna w Rokitnie Szlacheckim tonie w dziurach!
Po prostu wstyd, aby w XXI wieku były jeszcze w Polsce drogi z dziurami, jak ser szwajcarski.
Piotr
14:55, 2025-05-20