Popularyzator nauki prof. Paweł Golik z Wydziału Biologii UW i z Instytutu Biochemii i Biofizyki PAN podkreślił, że korzyści z istnienia nauki często sprowadzane są do wymiaru czysto praktycznego: oczekiwania patentów, wynalazków, innowacji, które przełożą się na biznesy i zyski.
- Ale to tylko jeden z nurtów nauki. Nauka jest czymś więcej. Jednym z fundamentów cywilizacji. Daje narzędzia do rozpoznawania i zwalczania zagrożeń, takich jak teorie spiskowe czy fake newsy. Jest też nadzieją w obliczu katastrof: klimatycznej, utraty bioróżnorodności, wobec wątpliwości związanych z rozwojem narzędzi sztucznej inteligencji. Te kwestie wymagają namysłu naukowego i przekonania społeczeństwa, że to w nauce należy szukać rozwiązań problemów i odpowiedzi. Nie da się tego zrobić bez komunikacji pomiędzy nauką a społeczeństwem - wskazał profesor.
Zastrzegł, że nauki nie popularyzuje się obecnie dzięki odgórnym ustaleniom czy rozwiązaniom systemowym, tylko dzięki entuzjazmowi zaangażowanych badaczek i badaczy.
- W większości przypadków naukowcy popularyzują naukę dlatego, że bardzo ją lubią. To zresztą podobnie, jak z wyborem kariery naukowej. Nie wybiera się jej tak, jak kariery w korporacji, bo bilans włożonego wysiłku i zwrotu finansowego nie jest tu zbyt korzystny. Naukę robi się z pasji, a pasjonaci o przedmiocie pasji zwykle opowiadają z wielką przyjemnością. Dlatego chętnych do popularyzacji nauki raczej nam nie zabraknie. Dopóki będzie istniała nauka - będą też ludzie, którzy chcą ją popularyzować, nawet bez instytucjonalnych zachęt - zaznaczył naukowiec. Wspomniał, że wiele jego koleżanek i kolegów, obok normalnej działalności naukowej, prowadzi blogi czy profile popularnonaukowe, jeździ z pokazami do szkół, bierze udział w festiwalach nauki i wydarzeniach takich, jak Noc Biologów. - Najważniejsze, by tej pasji nie zdusić - podsumował.
W końcu 2025 roku Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego ogłosiło plan włączenia działań popularyzatorskich w ocenę jednostek naukowych (ewaluację). - Trzeba to zrobić, aby docenić popularyzację jako ważny efekt istnienia nauki. Warto też doceniać ludzi, którzy to robią - ocenił prof. Golik.
Zwrócił też uwagę, że włączenie popularyzacji do oceny pracy naukowej może generować ryzyko. - Wcześniejsze włączenie do oceny pracy naukowej tzw. bibliometrycznych parametrów publikacji, impact faktorów, punktów itd. - spowodowało patologię w postaci papierni (papermills), drapieżnych czasopism czy bezwartościowych publikacji powstających wyłącznie dla punktów. Dlatego trzeba uważać, aby wprowadzenie do ewaluacji popularyzacji nie skończyło się tym samym: produkowaniem bezwartościowej popularyzacji tylko dla wskaźników - zaznaczył.
- Nie można też zadekretować popularyzacji jako obowiązku wszystkich osób pracujących w nauce. To przyniosłoby popularyzacji ogromne szkody. Nie każdy chce, lubi i potrafi popularyzować naukę. Niektórzy niesłychanie twórczy i znakomici naukowcy są jednocześnie skrajnymi introwertykami, i wszelkie kontakty społeczne są dla nich wyzwaniem. Działalność popularyzatorska mogłaby być w ich przypadku problematyczna - tłumaczył prof. Golik.
Podkreślił, że większość osób popularyzujących naukę robi to dziś na zasadzie wolontariatu. - Sam to robię choćby dlatego, że badania podstawowe, które prowadzę, finansowane są przeważnie ze środków budżetowych, z podatków. Uważam, że w związku z tym społeczeństwu coś się ode mnie należy, a popularyzacja może być tym sposobem „zwrotu”; pokazania, czemu służą te zainwestowane procenty budżetu, uzbieranego z podatków społeczeństwa. Chcę się też dzielić tym, jak ciekawe i piękne rzeczy mogą z tego powstawać - uzasadniał.
Paweł Golik zastrzegł, że popularyzacja nauki „to nie tylko ta przyjemna część: spotkania z zainteresowanymi ludźmi i opowiadanie o odkryciach”. - Jest też ogromna, dość niewdzięczna praca związana z organizacją imprez, np. festiwali nauki. Nie możemy wymagać od osób zatrudnionych na uniwersytecie czy w instytutach PAN, żeby za darmo, po godzinach, organizowały typu wielkie imprezy. A są miejsca, gdzie tak to wygląda - zaznaczył.
Wiedząc, że popularyzacja nauki ma wejść do systemu, profesor oczekiwałby, żeby naukowcom, którzy popularyzują naukę, „nie przeszkadzać, nie zniechęcać do tego, a w miarę możliwości - wynagrodzić ich pracę finansowo i w systemie oceniającym działalność naukowca; pokazać, że popularyzatorzy są dla nauki ważni”. Jego zdaniem liczy się też wsparcie organizacyjne, żeby naukowcy nie musieli się zajmować rezerwowaniem sal czy pilnowaniem faktur związanych z wydarzeniami popularyzującymi naukę.
Profesor zwrócił uwagę, że popularyzacja nauki ma w Polsce dobrą tradycję. Już od 30 lat organizowany jest Warszawski Festiwal Nauki, po nim powstały kolejne tego typu wydarzenia, które pod względem jakości i skali odpowiadają wydarzeniom światowym. Przy czym u nas zwykle były organizowane oddolnie, ochotniczo, przez zainteresowane tym naukowczynie i naukowców.
Jak przypomniał, wielu wybitnych polskich naukowców pisało znakomite, przystępne książki o nauce. Biologię popularyzowali np. prof. Władysław Kunicki-Goldfinger, prof. Piotr Węgleński, prof. Andrzej Jerzmanowski; fizykę - prof. Andrzej Kajetan Wróblewski. - Takiej popularyzacji naukowcy podejmują się także dziś, ale wydaje się to coraz trudniejsze - komentuje prof. Golik.
Anna Ślązak (PAP)
zan/ agt/
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu zawiercie365.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz
Samorządy apelują o przyjazne dla środowiska obchody dn
Mnie widok cmentarzy pełnych zniczy zawsze wzrusza. Szkoda byłoby rezygnować z tej tradycji. Najbardziej mi się podobają znicze ziemne - po użyciu kładziesz na trawie i rozgniatasz butem. W materiale, z których są zrobione są nasiona, z których wyrastają potem kwiatki.
Aleksandra
18:55, 2026-01-08
Wielka promocja monografii „Kromołów 1193–1939”
Jak i czy można kupić tą monografię on line? Niestety do Kromołowa do Pałacyku już nie zdążę dojechać
Marian
17:36, 2025-11-28
Trzy serca, jeden świat – wernisaż w MOK Zawiercie
Dwa dni później DorotaDomagalska zmarła. Wielka strat dla kultury
Elska
14:38, 2025-11-11
Ulica Szkolna w Rokitnie Szlacheckim tonie w dziurach!
Po prostu wstyd, aby w XXI wieku były jeszcze w Polsce drogi z dziurami, jak ser szwajcarski.
Piotr
14:55, 2025-05-20