PAP: Co jakiś czas media opisują historie lokatorów skarżących się na sąsiada gromadzącego w mieszkaniu śmieci. Pojawia się wtedy termin zbieractwo. Czym ono właściwie jest z punktu widzenia psychiatrii, chorobą czy tylko dziwnym zachowaniem?
Prof. Tomasz Sobów, psychiatra z warszawskiego Centrum Terapii Dialog: Jak to w psychiatrii, najlepsza odpowiedź brzmi: to zależy. Zbieractwo jest terminem parasolowym i może oznaczać bardzo różne rzeczy. Z jednej strony mamy wyodrębnioną jednostkę chorobową – zaburzenie gromadzenia. Jest ono opisywane w klasyfikacjach stosunkowo od niedawna i lokowane w pobliżu zaburzeń kontroli impulsów. W tym sensie można mówić o chorobie.
Z drugiej strony bardzo często zbieractwo jest objawem czegoś innego – odstępstwem od normy behawioralnej wynikającym z innych problemów psychicznych lub neurologicznych.
PAP: Jakich na przykład?
T.S.: Najczęściej jako element zaburzeń obsesyjno-kompulsywnych. Bardzo często pojawia się też w otępieniach, zwłaszcza czołowo-skroniowych, czyli takich, które wynikają z uszkodzenia kory czołowej, obszaru odpowiadającego za planowanie, organizację i ocenę sytuacji. Zdarza się również w nierozpoznanym i nieleczonym ADHD, nawet u osób w bardzo późnym wieku. Czyli zbieractwo może być zarówno samodzielnym zaburzeniem, jak i objawem, który kieruje naszą diagnostykę w zupełnie inną stronę.
PAP: Jak psychiatra definiuje zbieractwo jako jednostkę chorobową?
T.S.: Definicja jest stosunkowo prosta. Po pierwsze mamy do czynienia z gromadzeniem przedmiotów, które zwykle nie mają realnej wartości użytkowej albo – nawet jeśli potencjalnie są użyteczne – nie są używane. Celem nie jest korzystanie z nich, tylko posiadanie. Po drugie kluczowa jest trudność w rozstaniu się z tymi przedmiotami. Bardzo często pacjenci mówią: to się może przydać. Ich bliscy nazywają te rzeczy przydasiami – połowa mieszkania jest zawalona przedmiotami, które być może kiedyś do czegoś się przydadzą, ale nikt nie potrafi powiedzieć, do czego.
PAP: Znałam osobę, która zbierała wszystkie zadrukowane kawałki papieru – gazety, fragmenty książek, ulotki. Twierdziła, że nie jest zbieraczem, tylko kolekcjonerem. Gdzie przebiega granica?
T.S.: Psychiatrzy i psychopatolodzy mówią prosto: kolekcjoner wie, co kolekcjonuje. Potrafi swoją kolekcję uporządkować, opisać, wskazać kryterium wartości. Nawet jeśli ta wartość jest potencjalna albo przyszła, to działanie jest zorganizowane, przemyślane i selektywne.
Zbieracz tego nie ma. Działanie jest impulsywne, chaotyczne, bez realnego ładu. Kryterium bywa bardzo szerokie, na przykład: wszystko, co zadrukowane. Ale nie ma tu sensownej organizacji ani planu wykorzystania.
PAP: Pamiętam mężczyznę, który gromadził kartonowe podkładki pod piwo i trzymał je na strychu w workach. Miał ich tak dużo, że zawalił się strop.
T.S.: To już jest sytuacja, w której trzeba się bardzo dokładnie przyjrzeć, czy to był kolekcjoner, któremu coś wymknęło się spod kontroli, czy klasyczne zbieractwo polegające na gromadzeniu rzeczy bez ładu i składu.
PAP: Jak duża jest skala problemu?
T.S.: Trudno powiedzieć. Porządnych badań jest bardzo niewiele. Jedno z amerykańskich sugerowało nawet, że problem może dotyczyć około dwóch procent populacji, co byłoby liczbą ogromną, ale było to jedno badanie, w konkretnym regionie. Paradoksalnie największą wiedzę na temat skali zjawiska mają nie psychiatrzy, lecz pracownicy socjalni, bo to oni najczęściej identyfikują te przypadki, gdyż zbieractwo bywa uciążliwe dla otoczenia.
PAP: Jest też zbieractwo zwierząt.
T.S.: Tak, z ang. animal hoarding. To zjawisko znane i bardzo medialne. Czasem ma podłoże samarytańskie – ludzie zbierają chore, porzucone zwierzęta, chcą je ratować. Czasem tego podłoża nie ma. Niezależnie od motywacji bywa to ogromnie problematyczne dla otoczenia i samych zwierząt.
PAP: Jaki jest typowy profil pacjenta?
T.S.: Widzimy dwie wyraźne grupy. Pierwsza to osoby, u których objawy zaczynają się stosunkowo wcześnie, nawet w młodym wieku, ale narastają latami i długo pozostają niezauważone. Druga to osoby starsze, u których zbieractwo jest najczęściej wtórne, związane z otępieniem, chorobami mózgu czy innymi zaburzeniami organicznymi. W tej drugiej grupie zbieractwo jest raczej behawioralnym wykładnikiem czegoś innego.
PAP: Pamięta pan jakiś konkretny przypadek z praktyki?
T.S.: Tak. Miałem pacjentkę, u której zbieractwo zaczęło się bardzo wcześnie. Penetrowała śmietniki w coraz większym promieniu, szukała wyrzuconych zabawek. Na początku wyglądało to wręcz sensownie – czyściła je, przygotowywała do ponownego użycia, oddawała do domów dziecka. Potem wszystko wymknęło się spod kontroli. Ostatecznie okazało się, że przyczyną był proces rozrostowy w ośrodkowym układzie nerwowym. Zachowanie przypominało zbieractwo, ale nim nie było.
PAP: W dyskusjach o zbieractwie specjaliści często podkreślają, że prawdziwym problemem w tym zaburzeniu nie są rzeczy, lecz emocje.
T.S.: Bez wątpienia. To zaburzenie związane z regulacją emocji, lękiem, kontrolą impulsów, a także z funkcjami wykonawczymi – planowaniem, organizacją, oceną sytuacji. Zbieranie daje chwilowe poczucie bezpieczeństwa albo redukuje napięcie. Działa trochę jak natręctwo. Na moment przynosi ulgę, ale potem trzeba powtarzać czynność. Co ciekawe, większość pacjentów nie potrafi sensownie wyjaśnić, dlaczego to robi. A ci, którzy potrafią, często w ogóle nie spełniają kryteriów zaburzenia.
PAP: Dlaczego chorzy rzadko zgłaszają się po pomoc?
T.S.: Bo nie widzą problemu, co nazywamy brakiem wglądu. Zgłoszenie prawie zawsze pochodzi od kogoś innego – rodziny, sąsiadów, czasem od personelu medycznego przy okazji hospitalizacji z zupełnie innego powodu. Psychiatra pojawia się zwykle bardzo późno, kiedy sytuacja już eskalowała.
PAP: Zbieractwo wydaje się jednym z najbardziej stygmatyzowanych zaburzeń psychicznych.
T.S.: Bo jest bardzo dalekie od doświadczenia przeciętnego człowieka. Depresję w jakiejś formie znamy wszyscy. Zbieractwa nie. To, czego nie rozumiemy, budzi lęk i odrazę. Stąd etykiety typu „syfiarz”, „brudas”. Im dalej dane zaburzenie jest od codziennego doświadczenia, tym trudniej je społecznie oswoić.
PAP: Jak leczy się zbieractwo?
T.S.: W przypadku klasycznego zaburzenia gromadzenia najlepiej udokumentowana jest psychoterapia poznawczo-behawioralna z dedykowanymi protokołami. Farmakoterapia bywa pomocna, ale nie działa jak prosty przełącznik chemii mózgu. Jeśli zbieractwo jest objawem innego zaburzenia, leczymy przyczynę. Miałem pacjenta z nieleczonym ADHD, u którego wdrożenie odpowiedniej farmakoterapii całkowicie zlikwidowało problem zbieractwa.
PAP: Jak rozmawiać z bliskim dotkniętym tym zaburzeniem, żeby nie zerwać relacji?
T.S.: Mówić o własnych emocjach, nie oskarżać. Powiedzieć: „martwię się”, „boję się”, „to mnie przerasta”. Unikać gwałtownych interwencji. Metoda małych kroków jest znacznie skuteczniejsza niż sanepid, policja i przymus.
PAP: Jedna najważniejsza rzecz na koniec?
T.S.: Nie ignorować wczesnych sygnałów – izolacji, wycofania, rozpadu relacji. Im wcześniej, tym łatwiej pomóc. Jeśli rozmowa staje się niemożliwa, to znaczy, że coś zostało przegapione.
Rozmawiała Mira Suchodolska (PAP)
mir/ akar/ joz/
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu zawiercie365.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz
Samorządy apelują o przyjazne dla środowiska obchody dn
Mnie widok cmentarzy pełnych zniczy zawsze wzrusza. Szkoda byłoby rezygnować z tej tradycji. Najbardziej mi się podobają znicze ziemne - po użyciu kładziesz na trawie i rozgniatasz butem. W materiale, z których są zrobione są nasiona, z których wyrastają potem kwiatki.
Aleksandra
18:55, 2026-01-08
Wielka promocja monografii „Kromołów 1193–1939”
Jak i czy można kupić tą monografię on line? Niestety do Kromołowa do Pałacyku już nie zdążę dojechać
Marian
17:36, 2025-11-28
Trzy serca, jeden świat – wernisaż w MOK Zawiercie
Dwa dni później DorotaDomagalska zmarła. Wielka strat dla kultury
Elska
14:38, 2025-11-11
Ulica Szkolna w Rokitnie Szlacheckim tonie w dziurach!
Po prostu wstyd, aby w XXI wieku były jeszcze w Polsce drogi z dziurami, jak ser szwajcarski.
Piotr
14:55, 2025-05-20