Prawie dekadę temu, świeżo upieczona absolwentka technologii chemicznej oraz zarządzania i inżynierii produkcji, Marzena Durlak wysłała swoje CV do kilku firm.
Pracę dostała u producenta taboru kolejowego. Jako technolog mechanik zaczęła rozwiązywać bieżące problemy przy montażu pojazdów.

– Jako pierwsza kobieta w tej firmie prowadziłam projekt modernizacji lokomotyw spalinowych. Udało się je unowocześnić i znacznie zmniejszyć emisję spalin
– wspomina Marzena Durlak.
– Zarządzać projektem to tak planować pracę i dbać o komunikację poszczególnych działów firmy, by w określonym terminie i budżecie uzyskać produkt finalny.
Jak wspomina, szczególnie przy pracy nad modernizacją lokomotyw, jej widok budził często zdziwienie.
– Świat lokomotyw chyba bardziej niż pojazdów pasażerskich był i jest nadal światem zdominowanym przez mężczyzn. Zdarzało się, że panowie testowali, czy na pewno wiem o czym mówię, ale to tylko dodawało mi motywacji w pracy
– opowiada komisarz Durlak.
Komisarz, bo od kilku lat, Marzena Durlak jest komisarzem odbiorczym w Kolejach Śląskich, to odpowiedzialna praca.
Na barkach komisarzy spoczywa odpowiedzialność za to, czy wyprodukowany albo naprawiany pociąg, spełnia wszystkie techniczne wymogi i normy, czy jest zgodny z projektem i zamówieniem, czy – mówiąc wprost – jest odpowiedniej jakości.
– To połączenie pracy w terenie, w zakładach produkcyjnych, halach napraw i biurach, bo trzeba się pochylić nad dokumentacją techniczną
– objaśnia pracownica Kolei Śląskich.
Prywatnie Marzena Durlak jest mamą trójki nastoletnich dzieci, ale taką samą miłość i rodzicielski niepokój czuje patrząc na nowiutkie Impulsy 2 z nowosądeckiego Newagu.
Jako komisarz odbiorczy, wraz z kolegami z Kolei Śląskich, czuwa nad prawidłową realizacją zamówienie przez producenta, a potem ich eksploatacją.
A jest co robić, bo Koleje Śląskie wspólnie z samorządem województwa śląskiego zamówiły 35 takich nowoczesnych pojazdów.
– Kiedy czuję największą satysfakcję? Kiedy pojazd rusza w pierwszą trasę, to jak pierwszy krok dziecka
– podsumowuje z uśmiechem.
Swoją uwagę na człowieku na kolei od samego początku skupiała Teresa Błazucka.
Gdy idzie przez kolejową bazę przy ul. Raciborskiej w Katowicach, z daleka widać jej uśmiech i słychać jej odpowiedź na częste dzień dobry.
W pobliżu torowiska zawsze może liczyć na pozdrowienie od prowadzącego pociąg maszynisty.
Po części dlatego, że całe zawodowe życie związała z kolejnictwem.

– Kolej była właściwie najbliżej domu. Dlatego wybrałem pracę jako ekspedytor wagonów, później operator biura wagonowego, a jeszcze później jako kasjer
– wspomina pani Teresa.
Po części dlatego, że przez ponad połowę swojej 40-letniej zawodowej kariery poświęciła dbałości o współpracowników. Jest jedną z pierwszych osób, którą poznają nowozatrudnieni w Kolejach Śląskich.
– Zawsze zastanawiałam się, czy można urządzić coś lepiej, ustawić inaczej, ułatwić działanie
– tłumaczy Teresa Błazucka.
Dlatego ponad 20 lat temu zdecydowała się na studia z bezpieczeństwa i higieny pracy. Z dyplomem w kieszeni, została behapowcem.
– Trudno mi się pogodzić z sytuacją, gdy zdarza się wypadek i nie można wyeliminować jego przyczyn, bo jak usunąć śliski zimą tłuczeń spod torów, a przecież BHP ma eliminować zagrożenie. Jeżeli zdarzył się jakiś wypadek przy pracy, to trzeba zrobić wszystko, by się nie powtórzył
– tłumaczy swoje zawodowe credo.

Kolej w domu, od dziecka miała Kamila Strzelecka. Rodzinne tradycje, prędzej czy później musiały dowieźć ją w to miejsce.
– W kolei najpiękniejsze są podróże
– uśmiecha się Kamila Strzelecka.
Pierwsza stacja? Kasjer mobilny. Kolejna? Konduktor. Następna? Specjalista i naczelnik Działu Dyspozytury, czyli mózgu i serca każdej spółki kolejowej.
Miejsca, w którym Kamila Strzelecka ze swoim zespołem każdego dnia dba, by pociągi Kolei Śląskich wyjechały na czas na trasy i każdego roku przewoziły ponad 20 mln pasażerów.
W jej ustach wszystko brzmi prosto: wdrożyć plan w życie, zadbać o czystość składów, przypisać tabor do obiegów, utrzymać ciągłość procesu przewozowego, ale to skomplikowana i odpowiedzialna praca, wymagająca umiejętności analitycznych.
Awarie infrastruktury, usterki, oblodzona sieć trakcyjna, sytuacje trudne i wymagające – Kamila załatwia od ręki.
– To angażująca i stresująca praca, ingerująca również w życie prywatne, bo różne zdarzenia na kolejowych szlakach zdarzają się i w nocy, i w święta, i w dni wolne
– opowiada Kamila Strzelecka, zastępca dyrektora Biura Planowania i Realizacji Przewozów Kolei Śląskich.
Współpracownicy cenią jej determinację, szybkość podejmowania decyzji i umiejętność szukania rozwiązań oraz pracowitość. Ona sama odwdzięcza się im tym samym.
– Mam bardzo zaangażowany, profesjonalny i odpowiedzialny zespół współpracowników, który, mimo że niewidzialny dla pasażerów, dba o to, by codziennie setki pociągów wyjechały na nasze trasy i bezpiecznie dowiozły pasażerów do szkół, do pracy, do domów
– mówi Kamila Strzelecka.
Koleje Śląskie to bardzo duży i zarazem bardzo zgrany zespół. W świętującym w tym roku 15-lecie regionalnym przewoźniku województwa śląskiego, pracuje ponad 1,4 tys. osób. Prawie 40 proc. załogi to kobiety.
Kolejarski mundur na co dzień zakłada 129 kierowniczek pociągów, 79 konduktorek i prawie tyle samo kasjerek.
Ponad pół setki pań dba o utrzymanie porządku w pojazdach, prawie 30 pełni funkcje kierownicze, jedenaście jest dyspozytorkami, 128 pracuje w administracji, osiem jest rewizorkami pociągów, zaś dwie pełnią funkcję komisarza odbiorczego.
Tyle samo od ubiegłego roku jest maszynistek, a pięć kolejnych już niedługo będzie wozić pasażerów Kolei Śląskich.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu zawiercie365.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz
Samorządy apelują o przyjazne dla środowiska obchody dn
Mnie widok cmentarzy pełnych zniczy zawsze wzrusza. Szkoda byłoby rezygnować z tej tradycji. Najbardziej mi się podobają znicze ziemne - po użyciu kładziesz na trawie i rozgniatasz butem. W materiale, z których są zrobione są nasiona, z których wyrastają potem kwiatki.
Aleksandra
18:55, 2026-01-08
Wielka promocja monografii „Kromołów 1193–1939”
Jak i czy można kupić tą monografię on line? Niestety do Kromołowa do Pałacyku już nie zdążę dojechać
Marian
17:36, 2025-11-28
Trzy serca, jeden świat – wernisaż w MOK Zawiercie
Dwa dni później DorotaDomagalska zmarła. Wielka strat dla kultury
Elska
14:38, 2025-11-11
Ulica Szkolna w Rokitnie Szlacheckim tonie w dziurach!
Po prostu wstyd, aby w XXI wieku były jeszcze w Polsce drogi z dziurami, jak ser szwajcarski.
Piotr
14:55, 2025-05-20