Szefowa MEN Barbara Nowacka poinformowała w czwartek, że od nowego roku szkolnego edukacja zdrowotna będzie przedmiotem obowiązkowym, oprócz komponentu dotyczącego wiedzy seksualnej, na który będzie można się zapisać.
Wyjaśniła, że „przedmiot będzie składał się tak naprawdę z dwóch przedmiotów, czyli przedmiotu edukacja zdrowotna takiego, jakim jest, i nieobowiązkowego przedmiotu, który będzie prawdopodobnie około jedną dziesiątą całości przedmiotu dotyczącego wiedzy o zdrowiu seksualnym”. Zaznaczyła, że o tym, czy dziecko będzie uczestniczyło w tej części, zdecydują rodzice.
O komentarz PAP poprosiła koordynatora zespołu przygotowującego założenia i podstawę programową prof. Zbigniewa Izdebskiego – pedagoga, seksuologa, specjalistę w zakresie zdrowia publicznego, doradcę rodzinnego, kierownika Katedry Biomedycznych Podstaw Rozwoju i Seksuologii Wydziału Pedagogicznego Uniwersytetu Warszawskiego, koordynatora Wydziału Medycznego UW oraz kierownika Katedry Humanizacji Medycyny i Seksuologii Instytutu Nauk o Zdrowiu Uniwersytetu Zielonogórskiego.
Ekspert zaznaczył, że jest zadowolony z obowiązkowości przedmiotu.
– Mamy duży sukces, jeśli chodzi o to, że edukacja zdrowotna będzie przedmiotem obowiązkowym, a nie fakultatywnym, jak dotychczas – powiedział.
Jednocześnie przyznał, że „z dużym bólem” przyjmuje informację, że część poświęcona zdrowiu seksualnemu nie będzie obowiązkowa.
– Naturalnie, jako osoba zajmująca się problematyką zdrowia, w tym zdrowia seksualnego, wolałbym, żeby zdrowie seksualne, fizyczne, psychiczne i wszystkie inne komponenty zdrowia, które były w programie podstaw programowych, znalazły się jako jeden przedmiot – powiedział.
Zdaniem prof. Izdebskiego „widać też dużą determinację Barbary Nowackiej jako minister edukacji, żeby przedmiot był obowiązkowy”.
– Myślę, że to wymagało ze strony resortu pewnych kompromisów dotyczących emocji, które wywołuje hasło edukacja czy zdrowie seksualne – ocenił.
– Osobom, które zajmują się problematyką zdrowia w ramach medycyny prewencyjnej i działań profilaktycznych, trudno jest zrozumieć, że oddzielamy to, co dotyczy zdrowia seksualnego od innych obszarów naszego zdrowia – powiedział. Jednak, dodał, „jako osoby żyjące w określonych warunkach społeczno-politycznych, kulturowych i religijnych nie możemy nie dostrzegać emocji, które ten przedmiot wywołał”, zanim w ogóle jeszcze wiadomo, jakie treści się w nim znajdą. Przypomniał, że już wtedy organizowano protesty.
– W ubiegłym roku, kiedy przedmiot wchodził do szkół, liczyliśmy naturalnie jako zespół, że będzie on obowiązkowy – dodał.
Tak się jednak nie stało.
– Chcieliśmy uniknąć przed szkołami protestów pewnej grupy rodziców, stowarzyszeń o charakterze światopoglądowym, które będą wmawiały społeczeństwu, że ten przedmiot jest seksualizacją dzieci i młodzieży. Dlatego przedmiot wszedł jako nieobowiązkowy – dodał.
Obecnie, ocenił, przy niemal w połowie podzielonym politycznie społeczeństwie „w grę wchodzą uwarunkowania polityczne”.
Zwrócił również uwagę, że nie jest tak, że w programie kształcenia nie ma w ogóle treści dotyczących problematyki seksualności i płciowości człowieka.
– Te treści występują już w biologii. Rozwój biologiczny człowieka jest w przedmiocie biologia, przyroda – dodał.
Edukacja zdrowotna, która zastąpiła wychowanie do życia w rodzinie, weszła do szkół w roku szkolnym 2025/2026 jako przedmiot nieobowiązkowy. Nauczana jest w szkołach podstawowych w klasach IV-VIII (w wymiarze jednej godziny tygodniowo w każdej z tych klas, przy czym zajęcia w klasie VIII mają być realizowane tylko w pierwszym semestrze) i w szkołach ponadpodstawowych (w wymiarze jednej godziny tygodniowo przez dwa lata).
Jeden z rozdziałów podstawy programowej w szkołach podstawowych poświęcony jest dojrzewaniu, a w ponadpodstawowych – zdrowiu seksualnemu i to te treści wywołały kontrowersje części społeczeństwa przeciwnej „edukacji seksualnej” w szkole.
Przeciwko obowiązkowej edukacji zdrowotnej opowiedziała się m.in. Koalicja na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły skupiająca ponad 70 organizacji społecznych, która na początku września 2024 r. złożyła w MEN petycję, domagając się „niewprowadzania nowego przedmiotu (...) obejmującego edukację seksualną” oraz poszanowania konstytucyjnej zasady pierwszeństwa wychowawczego rodziców poprzez pozostawienie dobrowolnymi tych zajęć w szkołach, które obejmują tematykę wychowania w dziedzinie życia seksualnego.
Kilka miesięcy później na Placu Zamkowym w Warszawie odbył się protest pod hasłem: „Tak dla edukacji, nie dla deprawacji”. W innych miastach zorganizowano podobne wydarzenia.
Za niezgodny z konstytucją nowy przedmiot uznała Konferencja Episkopatu Polski. Biskupi, powołując się na art. 48 i 53 Konstytucji RP, zaznaczyli, że „wychowanie seksualne zgodnie z konstytucją pozostaje w kompetencjach rodziców, a nie państwa”.
Pod koniec sierpnia 2025 r. członkowie Komisji Wychowania Katolickiego KEP zaapelowali do rodziców katolików, aby nie zgadzali się na udział dzieci w zajęciach z edukacji zdrowotnej.
Ministra edukacji w odpowiedzi na stanowisko biskupów zaznaczyła m.in., że przedmiot nie stoi w sprzeczności z zapisami konstytucji, a edukacja i nauka są po prostu w XXI w. potrzebne.
O udział w zajęciach zaapelowało m.in. Prezydium Rady Organizacji Pacjentów.
„Dzieciom trzeba dać szansę i nie ulegać narracjom opartym na strachu i dezinformacji, a na podjęcie decyzji pozostały ostatnie dni” – napisano w komunikacie.
Kierownictwo ministerstwa wielokrotnie podkreślało, że przedmiot będzie holistyczny i oczekiwany przez wiele środowisk, w tym przez rodziców.
MEN w listopadzie 2025 r. podało, że w zajęciach z edukacji zdrowotnej w tym roku szkolnym uczestniczy około 30 proc. wszystkich uprawnionych uczniów. Przedmiot realizowany jest w szkołach podstawowych w klasach IV-VIII i w szkołach ponadpodstawowych przez dwa lata.
Największy odsetek uczniów chodzących na edukację zdrowotną jest w szkołach podstawowych – 40,36 proc. uprawnionych. W liceach ogólnokształcących na zajęcia chodzi 10,08 proc., w technikach – 7,78 proc., w branżowych szkołach I stopnia – 14,40 proc., a w szkołach artystycznych – 18,33 proc.
Procentowo najwięcej uczniów w zajęciach uczestniczy w woj. wielkopolskim – 38,59 proc. uprawnionych, lubuskim – 38,31 proc. i kujawsko-pomorskim – 37,26 proc. Najmniej chodzi na zajęcia w woj. podkarpackim – 17,19 proc. uprawnionych, podlaskim – 21,53 proc. i lubelskim – 21,72 proc. (PAP)
pak/ joz/
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu zawiercie365.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz
Samorządy apelują o przyjazne dla środowiska obchody dn
Mnie widok cmentarzy pełnych zniczy zawsze wzrusza. Szkoda byłoby rezygnować z tej tradycji. Najbardziej mi się podobają znicze ziemne - po użyciu kładziesz na trawie i rozgniatasz butem. W materiale, z których są zrobione są nasiona, z których wyrastają potem kwiatki.
Aleksandra
18:55, 2026-01-08
Wielka promocja monografii „Kromołów 1193–1939”
Jak i czy można kupić tą monografię on line? Niestety do Kromołowa do Pałacyku już nie zdążę dojechać
Marian
17:36, 2025-11-28
Trzy serca, jeden świat – wernisaż w MOK Zawiercie
Dwa dni później DorotaDomagalska zmarła. Wielka strat dla kultury
Elska
14:38, 2025-11-11
Ulica Szkolna w Rokitnie Szlacheckim tonie w dziurach!
Po prostu wstyd, aby w XXI wieku były jeszcze w Polsce drogi z dziurami, jak ser szwajcarski.
Piotr
14:55, 2025-05-20