W sporach o kredyty złotowe coraz częściej pojawia się teza, że rzekomo przełomowe znaczenie mają mieć umowy zawarte przed wejściem w życie rozporządzenia BMR, bo dopiero ono miało „uporządkować” kwestie związane z WIBOR-em. To atrakcyjna dla części pełnomocników narracja procesowa, ale nie do obronienia merytorycznie. Jej punkt wyjścia jest błędny: zakłada bowiem, że istnieją dwa różne światy - „stary WIBOR”, rzekomo mniej legalny, i „nowy WIBOR”, już objęty unijnym certyfikatem jakości. Tymczasem taki podział nie wytrzymuje zderzenia ani z praktyką rynku finansowego, ani z logiką i celem reformy BMR, ani wreszcie z aktualnym kierunkiem orzecznictwa unijnego.
TSUE potwierdził legalność WIBOR-u
Jeszcze niedawno kancelarie kredytobiorców przekonywały, że wszystko rozstrzygnie TSUE. Dziś wiemy już, że w wyroku z 12 lutego 2026 r. w sprawie C-471/24 Trybunał nie stworzył podstaw do tezy, iż samo odwołanie w umowie do WIBOR-u czyni klauzulę oprocentowania wadliwą. Przeciwnie, TSUE wskazał, że bank nie ma obowiązku objaśniania konsumentowi szczegółów metodologii regulowanego benchmarku, a postanowienie umowne odwołujące się do takiego wskaźnika jak WIBOR nie tworzy co do zasady znaczącej nierównowagi stron. To ważny sygnał także dla polskiej debaty: osią sporu nie jest „nielegalność” WIBOR-u, lecz co najwyżej ocena konkretnych obowiązków informacyjnych w indywidualnej sprawie, co zresztą samo w sobie nie przesądza o abuzywności klauzuli odsetkowej.
Najpierw trzeba uporządkować pojęcia. Nie ma „starego” i „nowego” WIBOR-u. Jest jeden WIBOR, funkcjonujący od 1993 r. jako podstawowa miara ceny bazowej pieniądza na rynku hurtowym (międzybankowym) w Polsce. Na przestrzeni lat zmieniały się dokumentacja, procedury i otoczenie regulacyjne, ale nie zmieniła się istota wskaźnika: nadal chodzi o rynkowy punkt odniesienia dla oprocentowania zmiennego. Trafnie porównano to do termometru: można go unowocześnić, wymienić obudowę i doprecyzować sposób odczytu, ale nadal mierzy tę samą temperaturę. Dokładnie tak samo było z WIBOR-em po wejściu w życie BMR.
Fałszywa narracja o rzekomo wadliwym „starym” portfelu
Rozporządzenie BMR nie było aktem założycielskim dla WIBOR-u. Jego celem było stworzenie wspólnych, europejskich ram zapewniających dokładność i integralność wskaźników referencyjnych używanych w instrumentach i umowach finansowych. Innymi słowy: BMR nie wymyślił benchmarków od nowa, tylko wprowadził szczegółową regulację dla instytucji, która od lat istniała w praktyce rynkowej. Dotyczyło to nie tylko WIBOR-u, ale całego europejskiego ekosystemu wskaźników. Dlatego twierdzenie, że dopiero BMR „uzdrowił” WIBOR, jest znacznym uproszczeniem. BMR wprowadził jednolity standard kontroli, a nie granicę między legalnością i nielegalnością.
Najbardziej niewygodny dla tej narracji jest sam tekst przepisów przejściowych. Art. 51 BMR przewidywał, że istniejący benchmark może być nadal opracowywany i używany do czasu uzyskania zezwolenia, a w przypadku benchmarku kluczowego - do czasu wskazanego w rozporządzeniu albo do chwili ewentualnej odmowy autoryzacji. Komisja Nadzoru Finansowego wprost wskazała przy wydawaniu zezwolenia dla GPW Benchmark, że WIBOR był opracowywany jeszcze przed wydaniem licencji właśnie na podstawie przepisu przejściowego BMR. To oznacza coś prostego: samo unijne rozporządzenie dopuszczało ciągłość stosowania istniejącego wskaźnika, a więc nie traktowało wcześniejszego modelu jako prawnie skażonego.
Przed BMR nie było „wolnej amerykanki”
Druga błędna teza głosi, że przed BMR panowała regulacyjna pustka. To również nieprawda. Po pierwsze, stosowanie indeksów stopy procentowej jako podstawy oprocentowania zmiennego było od lat 90. praktyką powszechną na świecie. Inne wskaźniki referencyjne występujące w Europie także nie wyrastały pierwotnie z pojedynczego aktu prawa państwowego, lecz z praktyki rynku finansowego i działania wyspecjalizowanych podmiotów. Po drugie, nawet jeśli sam benchmark nie był jeszcze objęty dzisiejszym reżimem BMR, to działalność banków polegająca na udzielaniu kredytów, stosowaniu stopy zmiennej i wykonywaniu obowiązków wobec klientów podlegała prawu i nadzorowi. Teza, że banki działały poza systemem, jest więc z gruntu nieprawdziwa.
W Polsce do 30 czerwca 2017 r. WIBOR był administrowany przez ACI Polska, a następnie rolę administratora przejęła GPW Benchmark S.A. Sama zmiana administratora nie jest jednak argumentem na rzecz wadliwości wcześniejszych umów. Reformy administratorów benchmarków następowały także za granicą - dotyczyły choćby LIBOR-u i EURIBOR-u - właśnie dlatego, że po reformie regulacyjnej rynek dostosowywał strukturę instytucjonalną do nowych wymagań. Nie oznacza to, że wcześniejszy benchmark przestawał być tym samym wskaźnikiem albo że dotychczasowe umowy traciły podstawę. O legalności umowy nie decyduje szyld administratora, tylko to, czy stosowany wskaźnik był rynkowym, obiektywnym punktem odniesienia i czy jego użycie było prawnie dopuszczalne.
WIBOR od początku mierzył to samo
W całej tej dyskusji łatwo zgubić rzecz podstawową: WIBOR nie jest arbitralnym „parametrem banku”, lecz miernikiem ceny pieniądza na polskim rynku. Jego poprawność najlepiej pokazuje silna korelacja ze stopą referencyjną NBP. W materiałach eksperckich wskazuje się, że w długim okresie korelacja ta przekracza 90 proc. To nie jest detal statystyczny, tylko dowód, że wskaźnik zachowywał się tak, jak powinien zachowywać się rynkowy benchmark ceny pieniądza: rósł wraz z podwyżkami stóp i spadał, gdy polityka pieniężna się luzowała. Trudno więc jednocześnie twierdzić, że przez dekady był powszechnie używany jako miara ceny pieniądza i że rzekomo nie mierzył żadnej rzeczywistości rynkowej.
Często powtarza się też argument, że skoro banki przekazywały dane wejściowe do procesu fixingu, to miały pełną kontrolę nad wskaźnikiem. To pomieszanie ról. Bank nie wyznaczał końcowej wartości WIBOR-u w takim sensie, w jakim ustala własną prowizję czy marżę. Końcową wartość benchmarku obliczał i publikował administrator według określonych reguł, a system był pomyślany właśnie tak, aby odciąć wskaźnik od interesu pojedynczej instytucji. Co więcej, nawet TSUE podkreślił już w swym wyroku, że sam fakt, iż bank przekazuje dane wykorzystywane przy opracowywaniu wskaźnika, nie przesądza jeszcze o nieuczciwym charakterze klauzuli odwołującej się do tego benchmarku.
Przed BMR działały realne bezpieczniki
Narracja o „dzikim WIBOR-ze” sprzed BMR pomija, że również wcześniej istniały mechanizmy zabezpieczające: wiążący charakter kwotowań, obowiązek kwotowania stawki WIBOR i WIBID w połączeniu z maksymalnym spreadem, jawne reguły fixingu, eliminowanie wartości skrajnych, sformalizowane zasady publikacji oraz rozwiązania ograniczające konflikt interesów. W 2013 r. powołano Radę WIBOR, do której weszli m.in. przedstawiciele KNF i Ministra Finansów, a jej zadaniem była kontrola prawidłowości procesu ustalania stawki. Istotne jest też to, że - mimo wieloletniego funkcjonowania wskaźnika i jego systemowego znaczenia - nie stwierdzono manipulacji WIBOR-em. Tę okoliczność potwierdzało również stanowisko UKNF oraz oświadczenie Prezesa NIK z 2025. Zatem teza o wskaźniku pozbawionym kontroli nie opisuje rzeczywistości, lecz służy budowie argumentacji procesowej bez pokrycia w prawdziwym stanie rzeczy.
Oczywiście sąd może badać przejrzystość konkretnej klauzuli w konkretnej sprawie. Tego nikt nie kwestionuje. Ale z tego nie wynika jeszcze, że można zbudować automatyczny podział na umowy „gorsze”, bo zawarte przed BMR, i „lepsze”, bo zawarte po BMR. To właśnie jest skrót, z którym trzeba polemizować. Skoro BMR objął istniejące benchmarki wspólnym reżimem, dopuścił ich dalsze stosowanie w okresie przejściowym, a rdzeń funkcji WIBOR-u pozostał ten sam, to sama data zawarcia umowy nie może być magicznym argumentem przesądzającym o jej wadliwości. Taka teza nie wynika ani z przepisów, ani z logiki rynku, ani z dzisiejszej wykładni prawa unijnego. To jest raczej narzędzie marketingu kancelarii „antywiborowych” niż rzetelna ocena prawna.
Legalne są i „stare”, i „nowe” umowy
WIBOR zawsze był wskaźnikiem rynkowym, opartym na precyzyjnych mechanizmach i używanym jako podstawowa miara ceny pieniądza w Polsce. BMR nie nadał mu legalności ex post, lecz wprowadził jednolite europejskie ramy prawne dla benchmarków, które już funkcjonowały. Zmiana administratora nie zmieniła natury wskaźnika, a przepisy przejściowe potwierdziły ciągłość jego stosowania.
Dlatego podział na „stare” i „nowe” umowy jest nieprawdziwy. Jeżeli debata ma być uczciwa, trzeba powiedzieć to wprost: nie ma podstaw, by z samego faktu zawarcia umowy przed wejściem w życie BMR wyprowadzać tezę o wadliwości klauzuli WIBOR ani o nielegalności całej umowy.
Źródło informacji: Kancelaria Radców Prawnych Aneta Ciechowicz-Jaworska & Bartłomiej Ślażyński
UWAGA: Za materiał opublikowany przez redakcję PAP MediaRoom odpowiedzialność ponosi jego nadawca, wskazany każdorazowo jako „źródło informacji”.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu zawiercie365.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz
Samorządy apelują o przyjazne dla środowiska obchody dn
Mnie widok cmentarzy pełnych zniczy zawsze wzrusza. Szkoda byłoby rezygnować z tej tradycji. Najbardziej mi się podobają znicze ziemne - po użyciu kładziesz na trawie i rozgniatasz butem. W materiale, z których są zrobione są nasiona, z których wyrastają potem kwiatki.
Aleksandra
18:55, 2026-01-08
Wielka promocja monografii „Kromołów 1193–1939”
Jak i czy można kupić tą monografię on line? Niestety do Kromołowa do Pałacyku już nie zdążę dojechać
Marian
17:36, 2025-11-28
Trzy serca, jeden świat – wernisaż w MOK Zawiercie
Dwa dni później DorotaDomagalska zmarła. Wielka strat dla kultury
Elska
14:38, 2025-11-11
Ulica Szkolna w Rokitnie Szlacheckim tonie w dziurach!
Po prostu wstyd, aby w XXI wieku były jeszcze w Polsce drogi z dziurami, jak ser szwajcarski.
Piotr
14:55, 2025-05-20